Już dziś Kawhi Leonard może zakończyć dwuletnie panowanie Golden State Warriors i odebrać z rąk Adama Silvera nagrodę MVP Finałów. Trudno wyobrazić sobie, by zmarnował tą szansę. Zwłaszcza, jeśli przypomnimy sobie czego dokonał w 2014 roku.

 

Miał wtedy zaledwie 22 lata i został trzecim najmłodszym MVP Finałów w historii ligi. Młodsi od niego podczas odbierania tej wymarzonej dla każdego zawodnika nagrody byli tylko Magic Johnson i Tim Duncan. Jak to się stało, że 22-latek pogrążył Miami Heat, którzy w tamtym czasie byli postrachem ligi w nie mniejszym stopniu niż dzisiejsi Golden State Warriors?

Nawet po dwóch meczach serii nic na to nie wskazywało. Heat urwali jeden mecz na wyjeździe, a Leonard w obu spotkaniach trafił po trzy rzuty z gry, zdobywając w sumie 18 punktów. Jego głównym zadaniem było spowalnianie LeBrona Jamesa, co w tamtym czasie należało raczej do zadań niewykonalnych. Kawhi próbował, jednak James i tak wyjechał z San Antonio z 60 punktami na koncie w dwóch meczach.

Przełom przyszedł w meczu numer 3.

Kibice w American Airlines Arena, przygotowani do świętowania trzeciego mistrzostwa z rzędu, mogli przeżyć niemały szok. Spurs nacisnęli na Heat od pierwszych minut Game 3, rzucając 41 punktów w pierwszej kwarcie. Leonard jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki oprócz efektywnego spowalniania Jamesa zaczął być nie do zatrzymania także po drugiej stronie parkietu. W pewnym momencie miał na koncie 7 celnych rzutów z rzędu. W swoim najlepszym dotychczas meczu w karierze pobił własny rekord punktowy (29) i rozpoczął streak, który zmienił losy NBA na kolejne lata.

Spurs wygrali 3 kolejne mecze, a Kawhi notował w nich średnio 23 punkty i 9 zbiórek na 68% skuteczności z gry. To, jaką rolę odegrał w tej serii najlepiej opisują słowa Gregga Popovicha, wypowiedziane tuż po Finałach:

Mówiłem mu, żeby nie zwlekał, że teraz jest jego moment. Do cholery z Tonym, do cholery z Timmym i Manu, to Ty prowadzisz grę. Ty jesteś liderem!

Spurs zwyciężyli, jednak nie zdominowali ligi na kolejne lata. LeBron James wrócił do Cleveland, a my na zakończenie czterech kolejnych sezonów oglądaliśmy kolejne części sagi Warriors-Cavs. Leonard przebył w tym czasie długą drogę – dwukrotnie był najlepszym obrońcą ligi, na dobre stał się liderem w San Antonio, jednak podopieczni Gregga Popovicha już tylko raz zagościli w Finałach Konferencji. W 2017 roku wyglądali jak team, który już teraz może pozbawić Warriors szansy na kolejny tytuł. Wszystko pokrzyżowała jednak kontuzja, której Kawhi nabawił się po słynnym wylądowaniu na stopie Zazy Pachulii.

Co działo się później, wszyscy wiemy. Miniony sezon był otoczony tajemnicą, Leonard nie grał, nie spotykał się z drużyną, wreszcie został oddany do Toronto, a Pop powiedział całemu światu, że 28-letni dziś zawodnik nie nadaje się do bycia liderem.

Tymczasem 10 czerwca 2019 roku, Kawhi może zniszczyć kolejną dynastię. Bez pomocy Tima Duncana i systemu Gregga Popovicha. Po historycznie dobrych play offach, w których zrobił wszystko, o co mogli prosić go kibice i członkowie organizacji, której dotychczas nawet nie śniło się zdobycie tytułu. A jeśli już, to sen ten za każdym razem zamieniał się w koszmar.

Kawhi Leonard ma w tych play offach więcej punktów, zbiórek i przechwytów niż ktokolwiek inny w lidze.Ostatnim…

Opublikowany przez MVP Magazyn Niedziela, 9 czerwca 2019

Tymczasem Kawhi załatwił im bilet do Finałów Konferencji trafiając pierwszego w historii buzzer-beatera w jakimkolwiek Game 7. Przy stanie 0-2 dla Milwaukee wziął na siebie krycie Giannisa Antetokounmpo, trafił pięć trójek na wyjeździe w meczu numer 5 i dokończył robotę u siebie. Raptors, skazywani przez wszystkich na pożarcie, zdominowali Golden State jak nikt inny w erze Steve’a Kerra. Na 6 pojedynków między obiema drużynami w tym sezonie, Warriors wygrali tylko jeden.

Czy #2 zapewni nam dziś powtórkę z rozrywki i zakończy panowanie kolejnej dynastii?

Game 5 w nocy z poniedziałku na wtorek o 3:00 naszego czasu.

Grzegorz Kordylas
fot. NBA/Getty Images
Czytaj także: Czy powrót Duranta coś zmieni?