51 punktów Jamesa Hardena nie wystarczyło. Los Angeles Lakers przylecieli do Houston świetnie dysponowani, a swoim zwycięstwem przerwali dwie serie. Swoją – trzech przegranych z rzędu i swoich rywali. Ta druga była nieco bardziej imponująca – ekipa Mike’a D’Antoniego nie przegrała 14 kolejnych spotkań.

 

Lakers – Rockets 122:116

Każdy streak kiedyś się kończy, choć oglądając na przełomie listopada i grudnia Houston Rockets, trudno było nam uwierzyć, że w najbliższych dniach ktoś jest w stanie ich pokonać. Zwłaszcza na ich parkiecie. Chris Paul przegrał dziś  swój pierwszy mecz jako zawodnik Rockets, a jego drużyna została pokonana przede wszystkim swoją własną bronią – trójkami.

Lakers trafili dziś 15 rzutów zza łuku na 42% skuteczności. Rockets nie pozostawali z resztą dłużni i sami zaaplikowali 17 trójek, jednak w końcówce czwartej kwarty zabrakło im celności, a parkiet z drobnym urazem musiał opuścić Chris Paul. Gospodarze spudłowali 7 rzutów z rzędu od stanu 100:100, a drużyna Luke’a Waltona była w idealnej dyspozycji, by to wykorzystać.

Sprawdź produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Podczas gdy Rockets nie potrafili zdobyć punktów przez prawie 4 minuty, Lakers wyszli na 10-punktowe prowadzenie. Mało kto spodziewał się, że mecz zamieni się w pojedynek strzelecki Jamesa Hardena i Kyle’a Kuzmy. Ten pierwszy robił to, co robi zazwyczaj – doprowadzał rywali do szaleństwa. Harden trafił 15 z 27 rzutów i aż 21 razy stawał na linii osobistych. Koniec końców zaaplikował Lakers aż 51 punktów, 5 mniej od swojego career high przy okazji bijąc rekord Mosesa Malone’a. Był to bowiem 30. mecz z rzędu dla Jamesa z przynajmniej 20 punktami na koncie.

Debiutant w składzie ekipy z LA także raz za razem dziurawił dziś kosz w Toyota Center. Kuzma rzucił 37 punktów, z czego aż 21 po rzutach z dystansu, skąd trafił 7 na 10 prób. Debiutanci to zdecydowanie ozdoba tego sezonu.

Rockets w ciągu ostatnich ośmiu minut trafili tylko 4 rzuty – wszystkie w finałowych 65 sekundach spotkania. Problemem była także defensywa – Lakers w zasadzie robili pod ich koszem, co chcieli, a to w obecnych rozgrywkach bardzo rzadki widok. Oprócz wspaniałego ataku, prowadzonego przez duet Paul-Harden, Rockets mogą pochwalić się siódmą najlepszą defensywą w lidze. Każdy może mieć jednak gorszy dzień i na nieszczęście drużyny Mike’a D’Antoniego, Lakers byli dziś bezwzględni w wykorzystywaniu błędów swoich rywali.

Na uwagę zasługuje występ byłego gracza Houston – Corey Brewera, który swojemu byłemu zespołowi rzucił 21 punktów, trafiając 7 z 9 rzutów z gry. Dla Lakers to dość nieoczekiwane zwycięstwo. Terminarz w ostatnich dniach wcale ich nie rozpieszcza. Ich rywale od zeszłego czwartku to odpowiednio: Cavs, Warriors, Rockets, Warriors. Nawet jedno zwycięstwo w tym przypadku może być odbierane jako mały sukces.

Rockets, mimo porażki, nadal mogą pochwalić się najlepszym bilansem w lidze. Golden State Warriors mają jednak tylko jedną porażkę więcej, tak więc każda kolejna wpadka może oznaczać dla drużyny z Houston pożegnanie z fotelem lidera.

Grzegorz Kordylas
fot. Gary A. Vasquez-USA TODAY Sports
 Czytaj także: Carlos Boozer kończy karierę!