Toronto Raptors nie potrafią wygrywać na wyjazdach w play-offs. Kiedy przegrywają do przerwy, dotychczas w 23 na 23 przypadki przegrywali cały mecz. Nie potrafią wygrywać w Waszyngtonie, gdzie polegli w kilku ostatnich meczach fazy pucharowej w minionych sezonach. Żeby awansować dalej, musieli pokonać obie klątwy i znaleźć sposób na podopiecznych Scotta Brooksa w czwartej kwarcie.

 

Toronto Raptors – Washington Wizards 102:92

Skoro więc najlepsi zawodnicy Raptors, którzy od lat pozostają przecież niezmienni, byli częścią tych niefortunnych serii porażek na wyjazdach, do roboty musieli wziąć się rezerwowi. W ten sposób podopieczni Dwane Caseya, zaczęli pisać historię na nowo.

Toronto Raptors są już w drugiej rundzie, gdzie czekają na zwycięzcę Game 7 między Cavs, a Pacers. Ktokolwiek by nim nie był – to ekipa z Kanady będzie faworytem w półfinałach, choć przeprawa z Wizards pokazała, że Raptors nadal można ukłuć i wykorzystać kilka słabych punktów. Dla DeMara DeRozana i spółki ostatnie spotkania były idealną przeprawą na początek play-offs, a także lekcją pokory – w końcu po dwóch meczach serii mało kto wyobrażał sobie, że Wizards doprowadzą do remisu. Do końca serii wszystko potoczyło się jednak po myśli Toronto.

Stało się tak, choć jeszcze na początku czwartej kwarty Wizards prowadzili, a kibice w Verizon Center mocno dawali się gościom we znaki. Goście potrzebowali przełomu – czegoś, co przerwie ich fatalną serię na wyjazdach, gdy przegrywają przez większość spotkania i da im pewność siebie na resztę fazy pucharowej. Tym bodźcem okazała się ławka.

Rezerwowi Toronto wypunktowali w drugiej połowie swoich rywali 21-6 i dali drużynie drugie życie. DeMar DeRozan w najważniejszym spotkaniu tej serii rzucił 16 punktów i Raptors potrzebowali sporo wsparcia. Po meczu zachwytów nad grą ławki nie ukrywał Dwane Casey:

Chłopaki mieli kilka naprawdę fatalnych pozycji do rzutu, a mimo tego udało im się trafiać. Ufamy im. Ufaliśmy im przez cały rok.

Zaufanie i dobra atmosfera to rzeczy, które zmieniają dobre drużyny w najlepsze. A dobrych humorów wśród zawodników Raptors przez cały sezon nie sposób nie zauważyć:

Podczas całej serii, Casey nie musiał eksploatować swoich gwiazdorów tak bardzo, jak robią to trenerzy większości drużyn. Lowry grał w niej średnio przez 31 minut na mecz. DeRozan – 33. Dla porównania, zarówno Wall, jak i Bradley Beal w każdym meczu spędzali na parkiecie średnio ponad 40 minut. Różnicę w zmęczeniu widać było zwłaszcza w końcówce dzisiejszego pojedynku.

W czwartej kwarcie gospodarze zostali zatrzymani na 12 punktach. Znacznym utrudnieniem w grze był dla nich brak Otto Portera Jr.’a, który w związku z urazem lewej nogi musiał opuścić cały mecz. Sezon 2017/2018 nie był dla nich łatwy. Na długi czas stracili Johna Walla, do ostatnich dni sezonu regularnego walczyli o awans do play-offs, gdzie, mimo dobrej walki, po prosu zabrakło im sił na równą walkę z najlepszą drużyną Wschodu.

W ostatni rok swojego kontraktu wchodzi w następnym sezonie Marcin Gortat. Dla niego także nie była to łatwa seria. Swoje najlepsze występy zaliczył, podobnie jak cała drużyna, w dwóch pierwszych meczach u siebie. W Game 3 w ciągu 26 minut trafił 8 z 10 rzutów z gry. Dziś nie trafił żadnego, choć grał 5 minut dłużej. Pojedynki z Sergem Ibaką i Jonasem Valanciunasem z pewnością nie będą należały do tych, które Marcin będzie długo wspominał.

Czy według Was Gortat powinien zostać w Waszyngtonie na kolejne lata, czy szukać nowego pracodawcy? Wiele pytań nie tylko przed Marcinem, ale także przed włodarzami Wizards w kontekście zbliżającego się, a właściwie już obecnego w stolicy offseason. Pola manewru nie mają jednak dużego. Kontrakt Johna Walla kończy się w 2023 roku, a za ostatni rok z gry Wall zgarnie ponad 40 milionów dolarów. Bradley Beal za każdy z 3 kolejnych sezonów zgarnie ponad 25 baniek, podobnie jak Otto Porter Jr. Wizards muszą więc grać tym, co mają i zbudować wokół tej trójki drużynę, która w następnych latach powalczy o cele wyższe, niż Półfinały Konferencji.

Czy to możliwe?

Grzegorz Kordylas
fot. AFP
Czytaj także: Katastrofa Thunder. Westbrook i spółka za burtą