Stephen Curry w meczu swojej drużyny z Phoenix Suns złamał rękę. To okropne wieści, bo na – zapewne dłuższy czas – tracimy jednego z najbardziej ekscytujących graczy ligi. Czy Golden State Warriors muszą teraz zmienić swoje podejście?

Ekipa z San Francisco nie będzie wspominała najlepiej swojego pierwszego sezonu w nowej arenie. Poprzedniej nocy gościli Phoenix Suns, którzy bez wątpienia są jedną z rewelacji początku rozgrywek. Zespół Monty’ego Williamsa gra interesującą koszykówkę i stanowi zagrożenie dla każdego. Warriors bardzo szybko dostali próbkę możliwości rywala. Jednak moment, który ustawił resztę spotkania i – niewykluczone – resztę sezonu GSW, nastąpił w trzeciej kwarcie. Curry wjechał pod kosz i wylądował bez odpowiedniej asekuracji dodatkowo przygnieciony przez Arona Baynesa. Złapał się za lewą rękę, co sugerowało problemy. Diagnoza nie pozostawiła wątpliwości – doszło do złamania.

Baynes po meczu przyszedł pod szatnię GSW pytając o to, jak się Curry czuje. Australijczyk zachował się jak powinien przepraszając za całą sytuację, ale nie można go za to obwiniać. Na konferencji prasowej mówił o tym Steve Kerr – to jedna z tych randomowych rzeczy, które po prostu w sporcie się przydarzają. Złamana ręka może oznaczać parę tygodni przerwy lub parę miesięcy. Warriors nie wiedzą jeszcze, czy Steph będzie potrzebował operacji. Tak czy inaczej sytuacja sprawia, że walka o play-offy może nie mieć dla GSW sensu. Na razie jednak wstrzymajmy się z wyrokami i poczekajmy na rozwój sytuacji w sprawie Curry’ego. Suns wygrali 121:111.

Zobacz także: Young z urazem
Michał Kajzerek
@mkajzerek