Choć seria Thunder-Blazers reklamowana jest jako pojedynek dwóch najbardziej efektownych rozgrywających w lidze, sukces ekipy z OKC w równym stopniu uzależniony jest od drugiej połowy duetu Westbrook-George.

 

I tu mamy problem. W pierwszym meczu serii Paul George nie przypominał do końca siebie samego. Zaliczył co prawda 4 przechwyty i był agresywny w ataku, brakowało mu jednak skuteczności. Nie bez przyczyny.

Sam George przyznaje, że kilka dni temu nie mógł nawet swobodnie ruszać ramieniem. Po dzisiejszym występie fanom OKC od razu przypomniał się ostatni mecz minionego sezonu. Utah Jazz wyeliminowali Thunder w piątym meczu serii, a PG trafił tylko 2 z 16 rzutów. Przedwczesne scenariusze, jakoby losy Thunder miały się powtórzyć, nie mają sensu, nie ulega jednak wątpliwości, że właśnie od stanu zdrowia 28-latka zależeć będzie to, czy ekipa Billy’ego Donovana zagości w drugiej rundzie play offs.

W sezonie regularnym Thunder wygrali wszystkie cztery pojedynki, a George rzucał w nich średnio 38 punktów. 12 lutego, w noc, w którą Russell Westbrook zaliczył rekordowe, 10 triple-double z rzędu, PG zaaplikował Blazers 47 oczek. Wydawał się nie do powstrzymania. Wczoraj był dla obrońców gospodarzy jak najbardziej osiągalny. Trudno było uwierzyć, że sezon regularny zakończył tak:

Dziś PG ma nadzieję na trochę ruchu w treningu rzutowym i dojście do siebie na jutrzejszy mecz numer dwa. Kibice Thunder zaciskają kciuki, by kontuzja nie przeciągała się w nieskończoność, a Billy Donovan musi pomyśleć nad alternatywnym planem na to spotkanie.

Game 2 w nocy z wtorku na środę o 4:30 naszego czasu.

fot. Jaime Valdez-USA TODAY Sports
Czytaj także: Durant chwali Beverleya!