W 2016 granice salary-cap i podatku od luksusu podniosły się do stopnia, który kilku generalnym menadżerom poważnie namieszał w głowach. Po dziś dzień niektóre ekipy prześladują duchy tamtego lata.

 

Kilka zespołów będących na ten moment są w gronie ekip, które przekroczyły próg podatku od luksusu tzw. luxury-tax, mają na swojej liście płac kontrakty podpisywane w szale lata 2016, np. Washington Wizards (Ian Mahinmi), Miami Heat (Hassan Whiteside i Tyler Johnson), czy Portland Trail Blazers (Evan Turner). Każdy z tych graczy zarabia nieproporcjonalnie dużo do tego, co gwarantuje na parkiecie. Innym ekipom udało się przekonać swoje gwiazdy do finansowych poświęceń, m.in. Golden State Warriors i Boston Celtics. Próg podatku na sezon 2018/2019 wynosi 123,7 miliona dolarów.

Na ten moment mamy osiem ekip, których lista płac przekracza tą liczbę. By nie być płatnikiem podatku od luksusu, zespoły mają czas do końca sezonu, by pozbyć się kilku kontraktów i w ten sposób zejść poniżej progu. Ci, którzy pojawili się poniżej, prawdopodobnie muszą pogodzić się z tym, że nie unikną losu, na jaki  sami się skazali.

Oklahoma City Thunder – 149,6 miliona dolarów

Nowa umowa Paula George’a, ogromny kontrakt Russella Westbrooka i pieniądze dla Stevena Adamsa. Zespół i tak pozbawił się 28 milionów w kontrakcie Carmelo Anthony’ego. Niewykluczone, że generalny menadżer – Sam Presti aż do zamknięcia zimowego okienka będzie szukał sposobu na zrobienie kolejnych oszczędności.

Golden State Warriors – 143,6 miliona dolarów

Dla mistrzów to normalna sytuacja. Podatek z roku na rok rośnie, ale ich zyski także z roku na rok są coraz większe, więc dwójka właścicieli wychodzi z założenia, że jest gotowa sobie pozwolić na wydawanie pieniędzy, skoro GSW walczą o kolejne mistrzostwa.

Toronto Raptors – 139,8 miliona dolarów

Raptors podobnie jak Thunder, raczej unikali przekraczania progu podatku od luksusu. Jednak by włączyć się do walki o mistrzostwo, musisz być gotowy na mocne rozciągnięcie swojego budżetu. W zeszłym sezonie tego uniknęli, ale włodarze rzekomo wyrazili swoją gotowość do zapłaty dodatkowych milionów.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Washington Wizards – 134,9 milionów dolarów

Byli jedną z czterech drużyn, które zapłaciły podatek w minionym sezonie. Wizards w pierwszej połowie nadchodzących rozgrywek postarają się ocenić, czy są w stanie walczyć o coś więcej niż pierwsza/druga runda play-offów. Jeśli nie, zejście poniżej progu może być jednym z celów generalnego menadżera.

Portland Trail Blazers – 131,6 miliona dolarów

Ekipa z Oregonu w ostatnich latach należała do tych, które mocno broniły się przed dodatkowymi płatnościami. Mają na liście płac problem w postaci wysokiego kontraktu Evana Turnera i nie bardzo mogą się go pozbyć. W zasadzie nie mają schodzących umów, co na pewno utrudni im wszelkiego rodzaju negocjacje.

Miami Heat – 127 milionów dolarów

Problem w tym, że Heat nadal nie mają pełnej rotacji, bo na ten moment jest dwunastu graczy z gwarantowanymi umowami. Nadal czekamy na rozwiązanie sprawy z Dwyanem Wadem, który rzekomo jeśli zostanie, to tylko i wyłącznie jako gracz Miami Heat. Twardy orzech do zgryzienia dla Pata Rileya.

Boston Celtics 126,7 milionów dolarów

W Bostonie są bardzo spokojni. Mają skład, który gwarantuje im możliwość walki o prym na wschodzie. Martwić zaczną się w kolejnych latach, gdy młodzież będzie mogła podpisywać wysokie przedłużenia debiutanckich umów. Poza tym – za rok na rynek wolnych agentów trafi Kyrie Irving. Zatem kibice C’s mogą się cieszyć sielanką, ale pod kątem finansowym wyzwania dopiero przyjdą.

Zobacz także: LBJ i Scott prezentują OST NBA 2k19
fot. Chuck Barton
Michał Kajzerek
@mkajzerek