Na sześć meczów przed końcem Boston Celtics mieli dużo więcej do stracenia, niż do zyskania. Przegrana oddaliłaby ich od Indiana Pacers na 1,5 zwycięstwa. W obliczu ostatnich pojedynków w sezonie, byłaby to bardzo niewygodna sytuacja w walce o przewagę parkietu.

 

Indiana Pacers – Boston Celtics 112:114

Potrzeba było koncentracji przez pełne 48 minut. Pacers, nieprzewidywalni i waleczni jak mało kto, nawet bez Victora Oladipo, to jedni z najbardziej niewygodnych rywali w tym sezonie. I choć przewaga C’s dochodziła momentami do dwucyfrowej liczby punktów, w końcówce podopieczni Nate’a McMillana tylko to potwierdzili.

Kiedy C’s stracili koncentrację, potrzebny był X-Factor. Ostatnia akcja dała nadzieję wszystkim w TD Garden. Tym, który może przechylić szalę zwycięstwa w serii play offs na korzyść Celtics może być tylko Kyrie Irving. Pacers swojego lidera stracili. Celtics – mogli dziś na nim polegać.

Nie ma w lidze zbyt wielu zawodników, którzy byliby w stanie obrócić powyższą sytuację na punkty. Niemal rozpaczliwa próba Irvinga zakończyła się sukcesem, a Kyrie zakończył całe widowisko z 30 punktami na koncie. Choć na popularności zyskała przytaczana ostatnio statystyka, że C’s bez Irvinga radzą sobie znakomicie (bilans 11-2 gdy nie ma go na parkiecie), w play offach, kiedy losy serii często zależą od geniuszu jednego zawodnika, Brad Stevens będzie potrzebować od swojego rozgrywającego dokładnie takich wyczynów.

Oba zespoły mają dziś identyczny bilans, a końcówka sezonu będzie na Wschodzie prawdziwą batalią.

Wystarczy spojrzeć na terminarz obu drużyn:

Celtics: @Brooklyn, Miami, @Miami, @Indiana, Orlando, @Washington

Pacers: Orlando, Detroit, @Detroit, Boston, Brooklyn, @Atlanta

Nie licząc Wizards i Hawks, każda z tych drużyn walczy o swoje i będzie potrzebowała każdego zwycięstwa. Walka o przewagę parkietu między Celtics i Pacers zapowiada się nie mniej ciekawie, niż walka pięciu kolejnych drużyn o miejsce w czołowej ósemce.

fot. David Butler II
Czytaj także: Thriller w Minnesocie!