LeBron James odwiedził kolejne miasto, które marzy o jego obecności w miejscowym klubie. Lakers spotkali się z Cavs po raz pierwszy od wymiany z udziałem 4 zawodników, a my mieliśmy okazję przekonać się, komu ta wymiana po miesiącu wyszła na dobre.

 

Cleveland Cavaliers – Los Angeles Lakers 113:127

Jak się okazało – trudno o większe rozczarowanie dla fanów Cavs. Miniona noc w Staples Center należała tylko i wyłącznie do gospodarzy i choć raz po raz to właśnie James, który cieszył się niemal takim samym wsparciem, jak drużyna z LA, popisał się cudownym zagraniem, po końcowej syrenie nie miał zbyt wielu powodów do radości.

Skąd wśród kibiców w Staples taka sympatia do LeBrona? Wszyscy liczą na to, że ten dołączy do ich zespołu latem. W Los Angeles powstały już nawet billboardy zachęcające Jamesa do przenosin do LA – na wzór tych z Filadelfii.

Na parkiecie nie było jednak litości dla wicemistrzów NBA. Isaiah Thomas przywitał swoich byłych kolegów rzucając z ławki 20 punktów i rozdając 9 asyst. Przez cały mecz był bardzo aktywny w ataku i oprócz robienia tego, co umie najlepiej, czyli kreowania sobie pozycji do rzutu, ułatwiał także pracę swoim kolegom, także im znajdując sytuacje do zdobywania punktów.

Skorzystał z tego zwłaszcza Julius Randle, który drugą połowę tego sezonu śmiało może określić, jako najlepszy czas w swojej karierze. Randle zaaplikował dziś Cavs 36 punktów (rekord kariery), dokładając do tego 14 zbiórek i 7 asyst. Po raz ostatni taką linijką w barwach Lakers mógł pochwalić się Kobe Bryant w…2008 roku.

Cavs nie potrafili zatrzymać ataków gospodarzy i właściwie już na początku 4. kwarty wszystko wskazywało na to, że nie będą w stanie odwrócić losów spotkania. Podopieczni Tyronna Lue znów musieli radzić sobie bez Kevina Love’a i Tristana Thompsona pod koszem i skończyło się to podobnie jak kilka dni wcześniej w meczu przeciwko Clippers. W efekcie Cavs spadli na 4. miejsce w Konferencji Wschodniej – wyprzedzili ich Indiana Pacers, którzy wygrali dziś z Boston Celtics 99:97.

To nie koniec serii wyjazdowej dla LeBrona i spółki – kolejne przystanki to Phoenix, Portland i Chicago. Pobytu w Los Angeles, przynajmniej tego na parkiecie, żaden z graczy z Cleveland nie będzie wspominał zbyt dobrze.

Grzegorz Kordylas
fot. Lakers/Twitter
Czytaj także: Towns rozbił Warriors!