Kto by się spodziewał, że po tym, jak Kawhi Leonard podpisał kontrakt z LA Clippers, to Lakers na dobre przejmą rynek transferowy w kolejnych dniach. Rob Pelinka nie próżnuje i podpisuje kolejnego zawodnika, który jak mało kto potrafi dominować w obronie.

Ma za sobą 7 lat w Bostonie, gdzie przyglądał się rozpadowi Wielkiej Trójki, z którą grał w Finałach Konferencji. To tam wyrobił sobie markę jednego z najtwardszych obwodowych obrońców w lidze – był moment, w którym każdy zespół mógł zazdrościć Celtics tak ciężko pracującego defensora.

Po tym, jak Pierce, Garnett, a wkrótce i Rondo opuścili szeregi Celtów, rola Bradleya wzrosła, a sam zawodnik znacznie poprawił swój rzut i dał się poznać także po drugiej stronie parkietu. W najlepszym okresie w Bostonie, tuż przed przenosinami do Detroit, Avery grał średnio 33 minuty na mecz, zamieniając je na 16 punktów na 46% skuteczności.

Latem 2017 roku Danny Ainge postanowił mu podziękować i wysłał do Detroit za Marcusa Morrisa. Bradley już nigdzie nie radził sobie tak dobrze jak w Bostonie – ograniczały go nieco kontuzje, przez które opuścił w kolejnych latach sporo meczów. Ani w Detroit, ani w Los Angeles Clippers, ani w Memphis nie był też częścią drużyny, która walczyłaby o najwyższe cele. A tak klasowy obrońca, który potrafi przykryć każdego na swojej pozycji, a następnie rozciągnąć grę i postraszyć z dystansu jest do tego wręcz stworzony.

No to Lakers skorzystali.

Tym samym po raz pierwszy od sezonu 14/15 zobaczymy w akcji duet Rondo-Bradley. Kto kibicował Celtics (lub przeciwko nim) ten wie, że taki duet potrafi napsuć rywalom sporo krwi.

No i gdzie ten październik?

Grzegorz Kordylas
fot. Justin Ford-USA TODAY Sports
Czytaj także: Ile warto poświęcić, żeby ściągnąć gwiazdy?