Koledzy z ligowych parkietów mogą mieć coraz większe obawy przed każdym meczem, w którym będą musieli zmierzyć się z niezdrowym nawykiem Draymonda Greena. Przypuszczano, że skoro wymachiwanie nogami kosztowało silnego skrzydłowego Golden State Warriors już tak wiele, to problem rozwiąże się sam…

 

Nic z tych rzeczy. Już w trakcie pre-season Draymond rozpoczął koncertowanie. NBA w tym sezonie stara się mieć oko na wybryki zawodnika Golden State Warriors. Jego natura wiecznie pochłoniętego w koszykarskim podnieceniu ma lepsze i gorsze strony. W obu przypadkach mówimy o skrajnościach, bo to de facto one określają charakter Draymonda. W ostatnim meczu pomiędzy Golden State Warriors i Houston Rockets, Dray w podkoszowej walce uniósł swoją prawą nogę na wysokość głowy Jamesa Hardena, co ponownie otworzyło dyskusję na sami wiecie jaki temat…

Dray – nie śmiej się… Temat kopania ludzi po różnych częściach ciała wrócił, ale tym razem NBA przymknęła na to oko. Ostatecznie Green nie zrobił Hardenowi krzywdy, więc okay – nie ma powodów do paniki. Damy mu kolejną szansę i liczymy na to, że szybko wyciągnie wnioski. Już w meczu z Phoenix Suns okazało się, że jednak nie. Tym razem latające nogi Draymonda Greena zaatakowały pierwszoroczniaka Słońc – Marquese Chrissa. Sytuacja miała miejsce zaraz na początku trzeciej kwarty.

Warriors prowadzili z Suns 70:60, więc mecz pozostawał otwarty. Gospodarze przechodzili do akcji ofensywnej. Chriss zagrał z Greenem w match-upie na lewej stronie. Wydarł mu piłkę z rąk, ale zaraz za piłką poleciała noga skrzydłowego Warriors i trafiła gracza Suns w palec. Na twarzy Chrissa pojawił się wyraźny grymas bólu, więc teoretycznie Dray mógł mu zrobić krzywdę. Wcześniej w tym meczu Chriss zablokował próbę lay-upu All-Stara Golden State Warriors, więc… pewien motyw tutaj mamy.

Green musi mieć świadomość tego, że liga, sędziowie, całe otoczenie NBA obserwuje jego zachowanie z wyjątkową pieczołowitością. Mecze z Rockets i Suns udowodniły, że skrzydłowy nadal nie jest w stanie kontrolować swojego chorego nawyku i prędzej czy później może skończyć się to znacznie poważniejszymi konsekwencjami ze strony ligi. Sprawa jest bardzo interesująca, bo zastanówmy się – w jakim stopniu jest to celowe, a w jakim stopniu Green po prostu tego nie kontroluje? Wiele osób zasugerowałoby w takiej sytuacji spotkanie z psychologiem, który zajrzałby do głowy zawodnika i spróbował ją trochę naprostować.

Tak czy inaczej Green musi być bardzo ostrożny… Też tak sądzicie?

fot. Ezra Shaw
Michał Kajzerek
@mkajzerek