LeBron James na tym etapie rywalizacji wygląda jak mocny kandydat do MVP. Gdyby tylko Cleveland Cavaliers zaliczyli serię zwycięstw, która pomogłaby im się wbić do walki z Toronto Raptors i Boston Celtics. James miałby szansę.

 

Wszystko wskazuje na to, że tym razem nikt nie zabierze Jamesowi Hardenowi jego MVP. Zawodnik prezentuje znakomitą formę od początku sezonu, a jego Houston Rockets mają ochotę na mistrzostwo. Trzeba mimo wszystko zaznaczyć, że LeBron James robi co w jego mocy, by wyprowadzić Cleveland Cavaliers z dołu, w jakim utknęli z poprzednią rotacją. Ostatniej nocy ekipa Tyronna Lue odkuła się po porażce w DC. Co prawda przegrali pierwszą kwartę 27:20, ale LBJ mówił po meczu, że część winy spada na fakt, że Cavs do Memphis dotarli bardzo późno i nie byli w stanie się odpowiednio zregenerować.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Odpowiedzieli jednak w kolejnych kwartach, ostatecznie mocno Memphis Grizzlies rozjeżdżając. LeBron skończył zawody z kolejnym triple-double. Tym razem zanotował 18 punktów (7/16 FG), 14 zbiórek i 11 asyst. Kolejnych 18 oczek dołożył George Hill, który był bardzo pomocny w organizowaniu defensywy Cavs od drugiej kwarty. To jeden z elementów, którego ekipie mocno do tej pory brakowało. Nie mieli na szycie gracza, gotowego odpowiednio reagować na to, co robi przeciwnik odpowiedzialny za piłkę. Hill jest wyróżniającym się obrońcą, dlatego stanowi ogromną wartość dla cierpiących w defensywie Cavs.

Grizzlies przegrali ósmy mecz z rzedu i w zasadzie nie stanowili dla mistrzów wschodu żadnego wyzwania. Cavs wracają do siebie na mecz z San Antonio Spurs, którzy odzyskali LaMarcusa Aldridge’a. Starcie z weteranami i młodzieżą Gregga Popovicha będzie poważniejszym wyzwaniem niż tankujący Grizz.

Zobacz także: Davis pisze historię
@mkajzerek
Michał Kajzerek