Nie ważne w którym miejscu tabeli znajdują się obie drużyny – mecze między Los Angeles Lakers i Boston Celtics należą do tych pojedynków, które same w sobie kreują emocje. Tym razem było ich jednak dużo mniej niż w niedawnym pojedynku w Bostonie.

 

Boston Celtics – Los Angeles Lakers 120:107

Trudno byłoby jednak przebić rzut Rajona Rondo równo z syreną końcową w hali, w której 11 lat wcześniej zdobywał z Celtics mistrzostwo NBA kosztem…Lakers.

Druga sprawa – miesiąc temu nadzieje Lakers na awans do play offs były wciąż żywe, Celtics wygrali akurat pięć spotkań z rzędu i stawka, przynajmniej teoretycznie, mogła wydawać się wyższa niż w drugim meczu. Miniony tydzień brutalnie zweryfikował szanse ekipy z LA na sukces, a na dodatek rotacja Luke’a Waltona została do końca sezonu znacznie okrojona.

Efekt? Triple-double i 30 punktów LeBrona, 30 oczek i efektowne akcje Irvinga, najlepsze występy w karierze graczy z głębi rotacji Lakers (Wagner, Williams) i bardzo mało emocji. Na 3 minuty przed końcem 3. kwarty Johnathan Williams (18pkt) zapakował nad obroną Celtics zmniejszając stratę do 6 punktów – do końca meczu Lakers nie zbliżyli się już mniejszą odległość. C’s kontrolowali spotkanie i przez całą czwartą kwartę utrzymywali dwucyfrowe prowadzenie.

Po meczu Irving nie ukrywał, że współczuje LeBronowi obecnej sytuacji, związanej głównie z problemami zdrowotnymi Lakers:

Współczuję mu. LeBron to zawodnik, który zawsze aspiruje na mistrza NBA. Niezakwalifikowanie się do play offs jest trudne. Mogę sobie tylko wyobrażać co czuje.

 

Irving, który nie powąchał playoffów do momentu, aż szeregi Cleveland Cavaliers wzmocnił LeBron, dziś dołożył swoją cegiełkę do praktycznie straconego już sezonu LA Lakers.

Celtics wygrali wszystkie 3 mecze obecnej trasy wyjazdowej – przed nimi ostatni pojedynek, również w Staples, przeciwko Clippers.

fot.Brian Babineau/NBAE via Getty Images
Czytaj także: Kibic wydarł się na Dolana