Współpraca LeBrona Jamesa i Lonzo Balla to jeden z najgorętszych tematów tego sezonu. Obaj panowie potrzebowali chwili, by się dotrzeć, a od jakiegoś czasu ich gra sprawia kibicom wiele przyjemności. Dziś dokonali rzeczy, która w klubie z LA nie była widziana od 1982 roku.

 

Lakers wygrali z Charlotte Hornets 128:100 absolutnie dominując drużynę Michaela Jordana w drugiej połowie. Na pierwszy plan wysunęli się LeBron James i Lonzo Ball – nie tylko ze względu na spektakularne wsady:

Obaj zaliczyli także triple-double. James zakończył spotkanie z linijką 24/12/11. Lonzo  – 16/10/10. Dwóch graczy z jednej drużyny z TD na koncie – to nie zdarza się zbyt często. Na pewno nie w Los Angeles – ostatnimi graczami Lakers, którzy tego dokonali, byli Kareem Abdul-Jabbar i Magic Johnson. 36 lat temu.

Po meczu James, jak zwykle nie krył zadowolenia z gry młodszego kolegi:

Obaj staramy się robić wszystkiego po trochu, by pomóc drużynie wygrać. Zmieścić piłkę w przerwie między rywalami, zebrać, rozpocząć kontrę, zaangażować wszystkich w grę. To dla nas najważniejsze – wykonać podanie, które ułatwi komuś z nas trafić do kosza.

Nie da się nie zauważyć, że współpraca z LeBronem to prawdopodobnie najlepsza rzecz, jaka mogła spotkać Lonzo na tak wczesnym etapie zawodowej kariery. Obaj świetnie czują się jako playmakerzy, a Lonzo, choć na swoich barkach dźwiga presję, jak mało który młody zawodnik w lidze, nie boi się brać na siebie odpowiedzialności. Ze współpracy tej dwójki Luke Walton będzie miał w tym sezonie jeszcze sporo pożytku. Po 2 miesiącach ich wspólnej gry na pewno nie ma powodów do niezadowolenia.

fot. Harry How
Czytaj także: Pistons przerywają serię Celtics!