Są dni, w których rywale mogą robić wszystko, co w ich mocy, by wygrać mecz, a LeBron James i tak będzie o krok przed nimi. San Antonio Spurs robili dziś co mogli – DeMar DeRozan, Rudy Gay i LaMarcus Aldridge zaliczyli udane występy, jednak żaden z nich nie był w stanie wejść na poziom Króla.

 

San Antonio Spurs – Los Angeles Lakers 113:121

LeBron James gra średnio najmniej minut w karierze. Po jego grze widać, że bardziej niż kiedykolwiek przekłada rozwój drużyny nad swoją dominację. Nie byłby jednak sobą, gdyby od czasu do czasu po prostu nie wziął sprawy w swoje ręce i nie wygrał dla Lakers meczu.

Podopieczni Luke’a Waltona właśnie wygrali czwarte spotkanie z rzędu. We wczorajszym spotkaniu szli ze Spurs łeb w łeb, w czwartej kwarcie przewaga żadnej z drużyn ani razu nie przekroczyła 10 punktów i trudno było wskazać faworytów do zwycięstwa. Do momentu, aż James nie przejął meczu.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Oglądając go w akcji niemal noc w noc, trudno napisać coś odkrywczego o jego grze. James robi na parkiecie wszystko to, czego akurat potrzebuje jego drużyna. 20 ze swoich 42 punktów King James rzucił w czwartej kwarcie, trafiając trójki niemal z loga, zaliczając kilka akcji 2+1 i rozdając asysty. Te ostatnie wykorzystał Josh Hart, który wspomógł LeBrona w tej batalii i w końcówce trafił dwie arcyważne trójki.

To czwarta kwarta i koledzy oczekują ode mnie prowadzenia gry. Czasami to nie wychodzi, ale uwielbiam brać na siebie odpowiedzialność i ściągać całą presję z reszty zawodników.

Spurs prowadzili ośmioma punktami w czwartej kwarcie, zanim LeBron rozpoczął pościg, zdobywając 9 oczek z rzędu. Lakers trafili w ostatniej odsłonie 7 trójek i popełnili tylko jedną stratę. To zbyt wiele dla Spurs, którzy przegrali 4 z 5 ostatnich spotkań.

Po meczu jeden z reporterów zapytał Popa jak zatrzymać LeBrona Jamesa. Reakcja? Bezcenna.

Okazję do rewanżu podopieczni Popovicha będą mieli w nocy z piątku na sobotę. Tym razem – u siebie.

Czytaj także: Szalony pościg George’a!