Walizki spakowane, magnesy na lodówkę kupione, a pogoda pod psem. Czas na krótkie podsumowanie przygody z NBA na żywo póki nie wyrzucą mnie z hostelowego lobby.

 

Liczby

 

1 – jedno dobre spotkanie na wysokim poziomie, wczorajszy klasyk Celtów z Lakers przyniósł emocje godne play-off i dobre historie dla dzisiejszej prasy. Rzut z przeszłości, na pierwszej stronie dodatku sportowego krzyczy nagłówek Boston Globe. Rondo i KG w jednym budynku, game winner, czego chcieć więcej.

 

Za jednego dolara można też zjeść kawałek najlepszej pizzy na Bronxie.

 

2 – miasta, dwa światy. Znacznie bardziej europejski i jednorodny Boston i wielokulturowy, pulsujący życiem o każdej porze dnia i nocy Nowy Jork. Zdecydowanie lepiej odnalazłem się w Bostonie.

3 – hale, w których byłem. Legendarna MSG, o której pisałem w osobnym artykule, Barclays Center i TD Garden. Odpowiednio 19 033, 17 732 i 18 624 miejsc na meczach koszykówki. Najnowocześniejszą jest oczywiście arena Brooklynu, najgłośniej kibice dopingowali swoich graczy w Bostonie, a cudownie smaczny catering oferowali Knicks.

 

4 – kupiłem książkę o Billu Russellu, w bokserskim antykwariacie, o czym również już pisałem. Autograf złożyło na niej czterech zawodników: Rondo, Horford, Rozier i Smart. Żałuję tylko Garnetta, który choć  na wyciągnięcie ręki wciąż z kimś rozmawiał, a wokół stała ochrona.

5 – organizacja pracy w Barclays Center może zasłużyć tylko na najwyższą ocenę. Maile po każdej kwarcie ze statystykami, a także skrót wywiadów po meczu i załączone pliki mp3 i zdjęcia. Wiadomość przed meczem, gdzie, kto, kiedy i o której, czego brakowało w pozostałych klubach.

 

6 – graczy, z którymi porozmawiałem, czyli Terry Rozier, Mario Hezonja, Jose Calderon, Zaza Pachulia, Garrett Temple, Rodions Kurucs. Czekanie w szatni to ulubiona rozrywka przedstawicieli mediów. Po meczu zazwyczaj, któryś zawodnik staje w wyznaczonym miejscu i odpowiada na pytania wszystkich dziennikarzy. Gdy chcesz porozmawiać indywidualnie, musisz czekać aż gracz skończy swoje przedmeczowe rytuały, przebierze się i w spokoju zje. Gwiazdy najczęściej otacza tłum miejscowej prasy, więc nie każdemu jest dane porozmawiać np. z Irvingiem. Wszyscy moi rozmówcy byli cierpliwi i skoncentrowani, widać, że NBA przykłada dużą wagę do szkoleń związanych z kontaktami z mediami.

 

7 – siedmiodniowa karta do metra w Nowym Jorku. Dojazd do Barclays Center zajmował mi około godzinę, do MSG pół, bez metra życie w tym mieście by po prostu eksplodowało.

 

8 – klubów, których grę mogłem podejrzeć, a wśród nich katastrofalni Knicks, kiepscy Detroit Griffins jeszcze zanim wyprzedali istotnych dla siebie graczy. Nets szarpiący silniejsze zespoły mimo kontuzji dwóch bardzo ważnych zawodników. Nuggets o niezwykłej głębi składu na pozycjach obwodowych, Bucks posiadający point centra i grupę zadziornych koszykarzy godnych walki o mistrzostwo NBA. Oglądałem grę Memphis, których już nie ma, z parą Gasol-Conley i ich grą pick and roll.  Charlotte z tańczącym Kembą Walkerem i Lakers, zmotywowanych do dobrej gry po dziwacznym okienku transferowym. W końcu Boston Celtics, którym kibicuję od dawien dawna i nie umiem obiektywnie o nich pisać.

 

9 – numer Rondo, z takim jerseyem do Bostonu powrócił Garnett. Z 9 na purpurowo złotej koszulce Rajon zapewnił zwycięstwo Lakers z Celtics.

10 – lat zabierałem się za organizację tego wyjazdu, zawsze odkładając go na później, czy to przez brak pieniędzy, czasu czy pomysłu. Warto było się w końcu zmobilizować. Przekonałem się, że NBA w obecnym to przede wszystkim biznes, następnie show, a dopiero na koniec sport. Trener Fizdale długo mówił na konferencji prasowej o zaletach Matthewsa i cechach obronnych, których nauczy on młodszych graczy Knicks. Dzisiaj Wesley nie gra już w Nowym Jorku. Temple mówił mi w jak dobrym zespole gra Gortat. Marcina nie ma już w Clippers, którzy nie są dobrym zespołem, a Garrett właśnie szuka domu w L.A. Gasol żartował przed mecze, że zgubił w autobusie telefon i bał się, że przegapi swój własny transfer. Okazało się, że rzeczywiście wymiana z Toronto nadeszła, na szczeście Marc do tego czasu odzyskał smartfona.

 

Oprócz koszykówki dla kibiców równie ważne zdają się rozrywki w przerwie, konkursy, cheerleaderki, światła. Jak inaczej wytłumaczyć prawie całkowicie zapełnioną Madison Square Garden każdego dnia tygodnia? Knicks przegrali siedemnaście spotkań z rzędu we własnej hali.

 

Dzięki za uwagę. Jeśli ktoś ma jakieś pytania, chętnie odpowiem tu, czy na maila. Czas na samolot.

Grzegorz Szklarczuk