Kilka tygodni temu Indiana Pacers zgłosiła lidze złamanie zapisów regulaminu przez zarząd Los Angeles Lakers. Okazuje się, że oskarżenia były słuszne i na zespół z Miasta Aniołów nałożono naprawdę surową karę.

 

Cała sprawa rozbiła się o kontaktowanie generalnego menadżera Lakers – Roba Pelinki z agentem Paula George’a. Ligowe przepisy zabraniają drużynom kontaktować się z zawodnikiem, gdy ten jest objęty kontraktem z innym zespołem. Indiana Pacers zdawał sobie sprawę z ingerencji Lakers w sprawę PG13, dlatego zgłosiła to do NBA. Liga zatrudniła firmę prawniczą, która miała sprawdzić, czy faktycznie doszło do tzw. tamperingu. Śledztwo wykazało, że GM Jeziorowców kontaktował się z agentem George’a. Szczęśliwie dla zespołu – śledztwo nie odkryło żadnych porozumień.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Zatem Lakers ostatecznie muszą zapłacić do ligowej kasy 500 tysięcy dolarów grzywny. To nic w porównaniu do 3,5 miliona grzywny Minnesoty Timberwolves, gdy dogadał się pod stołem w sprawie umowy z Joe Smithem. Ekipa z Los Angeles nie straci żadnych wyborów w drafcie. Liga nie będzie także ograniczała kontaktu pomiędzy Lakers i Georgem, gdy ten za rok trafi na rynek wolnych agentów. Jest to mimo wszystko ostrzeżenie zarówno dla Pelinki, jak i Magica Johnsona. Temat ewentualnej gry PG13 dla Jeziorowców będzie przewijał się przez cały sezon regularny.

Zatem Johnson musi szczególnie uważać, żeby podczas wizyt w jednym z amerykańskich talk-show, nie wykonywać żadnych “oczek” w kierunku Paula George’a. Kolejny podejrzany ruch może kosztować Lakers znacznie więcej.

Zobacz także: Czy możemy liczyć na Slaughtera?
fot. Ethan Miller
Michał Kajzerek
@mkajzerek