Nie kunszt Generalnych Menedżerów ani polityka klubów, a osobiste koneksje mają największy wpływ na rozkład sił w NBA. Takiego zdania jest Damian Lillard, który właśnie podpisał nowy kontrakt w Portland i przygląda się jak wokół niego tworzą się kolejne superteamy.

 

Powtórzyć sukces z minionego sezonu będzie zawodnikom Trail Blazers bardzo ciężko. Awans do Finałów Konferencji, kiedy na Zachodzie przybyło dwóch hegemonów będzie jeszcze trudniejszy. Dame, do którego tego lata nie dołączył żaden pożądany wolny agent, przyglądał się temu z ciekawością i wie jaką mocą dysponują zawodnicy w obecnej NBA.

To zaczyna być barzdo widoczne. Czasami trenerzy i zarządy nie mają takich możliwości i władzy jak zawodnicy. Między zawodnikami panuje przyjazna atmosfera. Myślę, że w czasach Michaela Jordana zawodnicy nie szukaliby okazji żeby się połączyć i grać razem. Byli nastawieni raczej na rywalizację.

Dziś to wygląda tak: Cóż, mają trzech all-starów w drużynie, a ja znam tego i tego, może przekonam ich żebyśmy zagrali razem. Myślę, że taka rekrutacja daje dziś o wiele więcej, niż spotykanie się zawodników z zarządami. Tak to już jest, to ma ogromny wpływ na ligę w tym momencie.

Lillard podpisał niedawno 4-letnie przedłużenie umowy warte 196 milionów dolarów, co na chwilę obecną czyni go rekordzistą – w ostatnim sezonie kontraktu (24/25) zarobi aż 54 miliony dolarów.

Czy razem z pieniędzmi na jego konto przybędą trofea?

Grzegorz Kordylas
fot. Complex
Czytaj także: Cousins, Rondo i Davis znowu razem!