Philadelphia 76ers zepsuła debiut DeMarcusa Cousinsa w Oracle Arena i przysłoniła wielki występ Stephena Curry’ego. Golden State Warriors przegrali po raz pierwszy od jedenastu meczów i to wszystko za sprawą duetu Ben Simmons – Joel Embiid.

 

To było bez wątpienia jedno z najlepiej zapowiadających się spotkań poprzedniej nocy. Steve Kerr wiedział, że na tym etapie powrotu do gry DeMarcus Cousins nie byłby w stanie przeciwstawić się rozpędzonemu Joelowi Embiidowi. Dla DMC było to szczególnie kłopotliwe, bo chciał się dobrze zaprezentować przed kibicami swojej drużyny (7 punktów, 3/10 z gry). Jednak połączenie Embiida i Bena Simmonsa poprzedniej nocy okazało się dla mistrzów za mocne. Jeszcze na początku trzeciej kwarty gospodarze prowadzili 69:59 i kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Jednak z każdą kolejną minutą Sixers przejmowali inicjatywę i pod koniec trzeciej części prowadzili już 95:84.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Czwartą kwartę ekipy skończył remisem 18:18 mimo prób powrotu ze strony Kevina Duranta i Stephena Curry’ego, który zanotował w tym meczu 41 punktów (14/27 FG, 10/18 3PT, 3/4 FT), 4 zbiórki i 6 asyst. Warriors ostatecznie przegrali 104:113 i to koniec ich 11-meczowej serii wygranych. W obozie zwycięzców bohaterów było dwóch. Embiid zapewnił od siebie 26 oczek (8/24 FG, 0/5 3PT, 10/12 FT), 20 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty, z kolei Simmons dołożył kolejne 26 punktów (10/13 FG, 6/9 FT), 8 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty oraz blok. To czwarta wygrana w ostatnich pięciu meczach Szóstek. Pozostają na 3. miejscu w konferencji. Warriors natomiast mają tylko pół meczu przewagi nad Denver Nuggets.

Zobacz także: Porzingis w nowym klubie
fot. USA Today
Michał Kajzerek
@mkajzerek