Miami Heat w drugim meczu serii pokonali Philadelphię 76ers 113:103 i doprowadzili do wyrównania. Graczem, który poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa był 36-letni przyszły Hall-of-Famer. Dwyane Wade nie powiedział ostatniego słowa.

 

Po laniu, jakie Miami Heat dostali w starciu numer jeden, tym razem byli w stanie odpowiedzieć, przede wszystkim w obronie. Joel Embiid nie dostał jeszcze zielonego światła do powrotu, więc dla ekipy Erika Spoelstry była to szansa, żeby do Miami wracać z przynajmniej jednym zwycięstwem na parkiecie rywala. Dwyane Wade był w stanie zatrzeć wrażenie weterana, który podróżuje po zespołach i przypomniał kibicom w Miami, jak wygląda zawodnik, który był z nimi przy trzech mistrzostwach organizacji. W czwartej kwarcie niemal samodzielnie odłożył mecz na półkę, odpowiadając na każdą kolejną próbę runu Philadelphii 76ers.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Dla Szóstek to pierwsza porażka od 13 marca. Heat przerwali ich 16-meczową serię zwycięstw. Zaraz po meczu wszyscy zaczęli rozmawiać o tym, jak ważny dla drużyny jest Embiid, który wrzucił na Instagrama zdjęcie z opisem: “mam dość bycia niańczonym”. Wiele wskazuje na to, że Joel w końcu otrzyma zgodę na grę. W międzyczasie jednak Heat są zadowoleni z faktu, że wracają do siebie na kolejne dwa mecze i mają świadomość powrotu do Philly. Wade skończył mecz z dorobkiem 28 punktów (11/16 FG, 6/8 FT), 7 zbiórek, 3 asyst i 2 przechwytów. Spo cały czas korzysta z niego jako wsparcia z ławki. Kluczowa dla Heat była druga kwarta, w której rozbili Sixers aż 34:13!

Zobacz także: Shaq królem?
fot. Isaac Baldizon
@mkajzerek
Michał Kajzerek