Mając 28 lat, jedna z gwiazd rotacji Los Angeles Clippers wkracza w tzw. prime-time, czyli najlepszy okres swojej kariery. Blake Griffin miał być historycznie dobry, ale różnej natury problemy mocno go spowolniły.

 

Jego pierwsze sezony na parkietach najlepszej ligi świata były zjawiskowe. Griffin dał się poznać jako jeden z najlepszych dunkerów i najbardziej dominujących silnych skrzydłowych. W końcu zaczęła mu przeszkadzać narracja o tym, że potrafi tylko i wyłącznie wsadzać piłkę do kosza. Zaczął więc pracować nad innymi elementami gry, starając się udowodnić, że jego talent ma znacznie szerszy zakres. Odszedł od uprawiania spektakularnej koszykówki, część rzutów przeniósł na półdystans, a w ostatnich dwóch latach bez większych zahamowań rzuca z dystansu. Nagle Griffin przestał być dla otoczenia tak interesujący.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Poprzedniej nocy Los Angeles Clippers gościli na własnym parkiecie New York Knicks. Dla Blake’a oznaczało to rywalizację z nieopierzonym jeszcze Kristapsem Porzingisem, który bieżący sezon spędził na walce z urazami i frustracją spowodowaną brakiem pewności wobec tego, co się z Knicks tak właściwie dzieje. Ostatecznie Griffin łatwo zdominował młodszego rywala. Clippers przegrali czwartą kwartę 33:17, ale przed rozpoczęciem finałowej odsłony mieli na tyle wysoką przewagę, że w ogóle im to nie zagroziło. Griffin natomiast zanotował na swoje konto 30 punktów (12/19 FG, 3/4 3PT), 6 zbiórek, 2 asysty, przechwyt i blok.

Los Angeles Clippers nadal biją się o przewagę parkietu w pierwszej rundzie play-offów. Gonią Utah Jazz, którzy poprzedniej nocy przegrali na wyjeździe z Indianą Pacers. Zespół Doca Riversa jest tuż za plecami Jazzmanów, więc podobnie jak w przypadku Blazers-Nuggets, ta para również może toczyć ze sobą interesujący pojedynek do ostatnich dni rozgrywek zasadniczych. Griffin tymczasem w przekroju całego sezonu notuje średnio 21,5 punktu, 8,5 zbiórki, 5 asyst trafiając 48,8 FG% i 33,3 3PT%. Czy wychowanek Oklahomy jest w stanie wykrzesać z siebie jeszcze więcej?

Zobacz także: Warriors zmiatają Thunder
fot. Jeremy Brevard
Michał Kajzerek
@mkajzerek