Co to był za finisz! Kawhi Leonard to prawdopodobnie najlepsza decyzja, jaką Masai Ujiri kiedykolwiek podjął – tak zapewne teraz wszyscy myślą. Toronto Raptors w końcu przebili się przez ścianę, w którą tak długo i konsekwentnie walili.

 

To było nie z tej ziemi. Przy stanie 90:90, na zegarze zostały ponad 4 sekundy. Toronto Raptors mieli posiadanie na zwycięstwo w regulaminowym czasie. Piłka trafiła do Kawhiego Leonarda na szczycie, ten przedryblował w prawy róg mając na sobie Bena Simmonsa. W ostatnim momencie dopadł go także Joel Embiid. To oznaczało, że aby trafić ten rzut Leonard musiał posłać piłkę nieco wyżej, unikając w ten sposób bloku, nazywamy to tzw. rainbow shotem. Piłka po rzucie odbiła się od obręczy, wyskoczyła do góry, odbiła się raz jeszcze… potem kolejny raz… i wpadła! Chwila oczekiwania na moment, w którym przecięła siatkę była jak w slow-motion, wszyscy znieruchomieli. Potem była już tylko euforia.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Toronto Raptors wygrali mecz numer siedem serii z Philadelphią 76ers 92:90. W finale podopieczni Nicka Nurse’a zagrają z niezwykle groźnymi Milwaukee Bucks. Kawhi spędził poprzedniej nocy 43 minuty na parkiecie w Toronto i w tym czasie zanotował 41 punktów (16/39 FG, 2/9 3PT, 7/8 FT), 8 zbiórek, 3 asysty i 3 przechwyty. Teoretycznie mógł ten mecz zakończyć znacznie wcześniej, gdyby trafiał na normalnej sobie skuteczności, ale nie mamy nic przeciwko takiej dramaturgii. Raptors napisali poprzedniej nocy historię, ale przed nimi najważniejszy test bieżących rozgrywek. Dla Philly to bez wątpienia ogromne rozczarowanie. Mieli wszystko, by walczyć o wielki finał. Tylko 6/18 z gry Joela Embiida, który po meczu zalał się łzami. Jego czas przyjdzie.

Zobacz także: Ostatni mecz Bretta Browna?
fot. E. Sokolowski-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek