W Memphis na taki mecz zawodnika czekali cały rok. Chandler Parsons wszedł w sezon próbując zmazać złe wspomnienia z rozgrywek 2016/2017. Poprzedniej nocy pomógł Memphis Grizzlies odnieść zwycięstwo i to już pierwszy krok.

 

Przez cały poprzedni sezon Chandlera Parsonsa męczyły kontuzje. Gdy wrócił do gry, był w okropnej formie. W ogóle nie przypominał zawodnika, jakiego znaliśmy z Houston czy Dallas. Rok temu Parsons podpisał z Memphis Grizzlies 4-letni kontrakt za 94 miliony dolarów – od tego czasu nie potrafił potwierdzić swojej wartości. De facto bardziej przeszkadzał, niż pomagał i m.in. dlatego został przez część kibiców Memphis Grizzlies wybuczany w trakcie pierwszego meczu nowego sezonu. Mówił wówczas, że każdą kolejną noc będzie traktował jak spotkanie wyjazdowe.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Grizz pokonali poprzedniej nocy Houston Rockets i wygrali swój piąty mecz w sezonie. Zespół ma bilans 5-1 i okupuje szczyt zachodniej konferencji. To znakomity początek dla zespołu Davida Fizdale’a. Parsons nadal gra średnio kilkanaście minut, co wynika z wprowadzonych przez sztab medyczny ograniczeń. Jednak poprzedniej nocy był w stanie zamienić to na mecz będący swego rodzaju światełkiem w tunelu. Był agresywny, oddawał więcej rzutów i częściej trafiał kończąc z dorobkiem 24 punktów (9/11 FG, 6/8 3PT), zbiórki, asysty i przechwytu. Zawodnik w końcu może się szeroko uśmiechnąć.

Ostatni rok był dla niego prawdziwym koszmarem. Sezon 2017/2018 ma pomóc zawodnikowi odbudować pewność siebie. Jeśli Parsons będzie w stanie utrzymać ten poziom, Fizdale zapewne rozważy przesunięcie go do pierwszej piątki kosztem Jamesa Ennisa III. Houston Rockets wyglądali w tym meczu na pozbawionych energii. Był to dla nich back-to-back po meczu w Charlotte. Wystarczyło im sił do czwartej kwarty. Przegrywali 72:81 i jeszcze mieli szansę. Jednak Grizzlies zaczęli szybko odjeżdżać kontrolując przebieg pojedynku. Słaby mecz starterów ekipy z Memphis dał szansę ławce. Oprócz Parsonsa, z bardzo dobrej strony pokazali się Mario Chalmers (15 oczek, 4 asysty) i Tyreke Evans (14 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty).

Zobacz także: Tatum ścigał LeBrona
fot. Danny Bollinger
Michał Kajzerek
@mkajzerek