To był pierwszym mecz po opuszczeniu Sacramento, w którym DeMarcus Cousins zmierzył się ze swoimi byłymi kolegami. Pozostał równie bezlitosny, co za czasów gry z Kings, więc nie miał żadnych zahamowań przed okrutną dominacją.

 

To był de facto najlepszy mecz DeMarcusa Cousinsa, odkąd trafił do zespołu z Nowego Orleanu. W pierwszych tygodniach trener Alvin Gentry nie potrafił znaleźć odpowiedniego połączenia dla dwójki Cousins – Davis. Zespół grał znacznie lepiej, gdy jeden z nich był poza grą. Niemniej panowie w optymalnych warunkach mogą stworzyć jeden z najgroźniejszych podkoszowych duetów w historii kosza. Zatem w Nowym Orleanie nie chcieli tymczasowo rezygnować z potencjału, jaki gwarantuje połączenie All-Starów. Zespół wygrał osiem z ostatnich jedenastu spotkań, co jest dobrą prognozą na przyszłość.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Sacramento Kings przyjechali do Smoothie King Center na pierwszy mecz przeciwko swojemu byłemu koledze. Cousins pytany przed meczem o emocje związane z tym starcie twierdził, że nie czuje nic szczególnego i traktuje tą okoliczność jako kolejną szansę na zwycięstwo. Gentry był jednak przekonany, że jego center będzie chciał się Kings zrewanżować za to, jak potraktowali go przy okazji zimowego okienka transferowego. Cousins zdominował strefę podkoszową i był największą przewagą swojej drużyny. Mecz skończył z dorobkiem 37 punktów (12/21 FG, 5/8 3PT, 8/11 FT), 13 zbiórek, 4 asyst, 3 przechwytów i 2 bloków.

W Nowym Orleanie z pewnością żałują, że takiej formy nie udało im się złapać wcześniej. Teraz jest już za późno, by włączyć się do walki o play-offy zachodniej konferencji, a przecież zaraz po transferze za DeMarcusa zapowiadano, iż Pels będą jednym z faworytów. Zespół skupia się jednak na przyszłości. Cousins i Davis mają przed sobą letnią przerwę, w trakcie której zespół postara się z jednej strony utrwalić efektywną współpracę między wysokimi, a z drugiej znaleźć na rynku graczy, którzy będą pasowali do całej koncepcji.

Zobacz także: Spurs zatrzymali Westbrooka
fot. Derick E. Hingle
Michał Kajzerek
@mkajzerek