Golden State Warriors są jedyną drużyną, która w pierwszy dzień play-offów wykorzystała przewagę swojego parkietu. Do wygranej mistrzów poprowadził Stephen Curry przy okazji bijąc rekord Raya Allena. Kolejny dzień w biurze 2-krotnego MVP.

 

Los Angeles Clippers nie są w stanie pokonać Golden State Warriors talentem. Muszą więc znaleźć sposób, który dla nich zadziała. Pierwsze starcie play-offów między drużynami pokazało, że celem Clippers będzie wyprowadzenie rywala z równowagi. Na 4:41 przed końcem sędziowie wyrzucili z parkietu Kevina Duranta i Patricka Beverleya. Obu puściły nerwy, więc kluczowe było, by nie doprowadzić do eskalacji. W ten sposób sędziowie wyznaczają także granice w kontekście kolejnych meczów i kolejnych podobnych historii. Beverley dostał zadanie specjalne od swojej drużyny. Spróbuje wykorzystać to, co wiele razy w tym sezonie sprawiało GSW problem – zachowanie zimnej głowy.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Tymczasem Stephen Curry rozpoczął play-offy od solidnego strzelania. Był liderem swojej drużyny przez cały mecz i przeprowadził ją przez mały kryzys w drugiej kwarcie, gdy Clippers odrobili stratę i za sprawą dwóch rzutów wolnych Montrezla Harrella wyszli na 2-punktowe prowadzenie 42:40. To jednak wszystko, na co im mistrzowie pozwolili ostatecznie wygrywając starcie nr jeden 121:104. Curry był zjawiskowy. Bijąc swój rekord trójek w play-offach. Skończył z 38 punktami (11/16 FG, 8/12 3PT), 15 zbiórkami i 7 asystami. Steph jest teraz graczem z największą liczbą trafionych trójek w fazie posezonowej. Przebił Raya Allena. Warriors robią swoje…

Zobacz także: Dwóch kandydatów LAL
fot. Rakuten
Michał Kajzerek
@mkajzerek