Bez Kevina Duranta? Houston Rockets nie mogli dostać lepszej okazji na to, by w końcu przebić się przez mur, który każdego kolejnego roku stawiają im Golden State Warriors. Dla mistrzów w kluczowym momencie swój instynkt odblokował Stephen Curry.

 

Uraz z trzeciej kwarty meczu numer pięć, wykluczył Kevina Duranta z półfinałowej rywalizacji. Lider Golden State Warriors naciągnął łydkę i dopiero za tydzień sztab medyczny ponownie określi, czy Durant wróci na finały konferencji. Brak KD sprawił, że w Houston mogli się spodziewać znacznie większej aktywności Stephena Curry’ego oraz Klaya Thompsona, którzy musieli przejąć na siebie produktywność, jaką dostarczał Kevin. Pierwsza połowa w wykonaniu Stepha spowodowała, że oglądając mecz mogliśmy jedynie przewracać oczami. Nigdy wcześniej 2-krotny MVP sezonu regularnego nie schodził do szatni w przerwie meczu play-off nie mając na swoim koncie nawet jednego punktu.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

To był kolejny prezent dla Rockets, ale po 24 minutach było 57:57. To Klay dzielnie utrzymywał swoją drużynę w rywalizacji. Koniec końców GSW mieli sporo szczęścia, że na drugą połowę wychodzili z remisem, skoro Steph spóźnił się na mecz. Curry doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że na pewnym etapie musi się włączyć do gry. Zrobił to w sposób spektakularny, jakby przełączył w głowie przycisk zrzucając z siebie wszystko, co tak bardzo mu ciążyło. Po bezproduktywnej pierwszej połowie, w samej drugiej rzucił 33 punkty (9/20 FG, 4/11 3PT, 11/11 FT) biorąc kwestię awansu na siebie. Kluczowa okazała się czwarta kwarta, do której goście przystępowali ze stratą 5 oczek (82:87).

Shaun Livingston na 7 minut przed końcem doprowadził do remisu 95:95. Ekipy w kolejnych posiadaniach wymieniały się ciosami, ale uderzenia za trzy Curry’ego i Thompsona na minutę przed końcem dały Warriors przewagę, której mistrzowie nie wypuścili już z rąk. Ostatecznie podopieczni Steve’a Kerrego zakończyli serię zwycięstwem 118:113. W najważniejszym meczu sezonu Rockets po prostu nie dali rady. Warriors nadal będą śnić im się po nocach.

Zobacz także: Raps i Sixers walczą o przyszłość
fot. NBC Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek