Portland Trail Blazers wykorzystali przewagę własnego parkietu i wracają do Kolorado na mecz numer siedem rywalizacji z Denver Nuggets. Znakomitą serię rozgrywa Rodney Hood potwierdzając, że dołączenie go do składu było dobrym ruchem.

 

Dla Portland Trail Blazers był to mecz z serii do or die. Ekipa z Oregonu musiała rzucić na rywala wszystko, co miała. Spotkanie rozpoczęło się jednak problematycznie, bo Denver Nuggets wyszli na 10-punktowe prowadzenie, co postawiło gospodarzy w trudnej sytuacji. Run 11:4 pozwolił jednak rozpocząć Blazers od nowa. Ostatecznie o losach spotkania przesądziły druga i trzecia kwarta. Finałowe dwanaście minut podopieczni Terry’ego Stottsa rozpoczęli z 7-punktowym prowadzeniem. Na 7 minut przed końcem Seth Curry trafił trójkę na 101:88 i z tego się już Nuggets nie podnieśli. Zabrakło im produktywności ponad to, co dawał Nikola Jokić.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Blazers wygrali 119:108 i skorzystali z dobrego dnia swoich liderów. Damian Lillard skończył zawody mając na koncie 32 punkty (11/23 FG, 6/13 3PT, 4/4 FT), 3 zbiórki, 5 asyst i przechwyt. W trzeciej kwarcie Dame zanotował 17 punktów całkowicie dominując rywala w klasyczny dla siebie sposób. C.J. McCollum dołożył od siebie kolejne 30 oczek (12/24 FG, 2/7 3PT), 6 zbiórek i 3 asysty. Ale to imię Rodneya Hooda kibice skandowali na sam koniec. Zawodnik wszedł z ławki i dał od siebie 25 punktów (8/12 FG, 3/4 3PT, 6/9 FT) robiąc kluczową dla Blazers różnicę. 29 oczek, 12 zbiórek i 8 asysty Nikoli Jokicia tym razem nie wystarczyło. Game 7 w Kolorado!

Zobacz także: Poważna kontuzja Duranta
fot. Steve Dykes/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek