Dwa blow-outy w dwóch ostatnich meczach mocno odbiły się na zawodnikach Gregga Popovicha. Poprzedniej nocy San Antonio Spurs przed własną publicznością zmierzyli się z Portland Trail Blazers. Sprawy w swoje ręce postanowił wziąć DeMar DeRozan.

 

Dla kibiców San Antonio Spurs to nowa sytuacja. Zespół w tym momencie nie wygląda jak drużyna gotowa zagrać za kilka miesięcy w play-offach NBA. Mimo transferu DeMara DeRozana i świetnego sezonu 2017/2018 w wykonaniu LaMarcusa Aldridge’a, Spurs zwyczajnie brakuje ofensywnego potencjału i możliwości odparcia wszystkich rywali, którzy skupili swoje siły na szybszej koszykówce. Dlatego Portland Trail Blazers byli tak groźnym rywalem. Ale drużyna Gregga Popovicha po krótkim treningu i szybkiej motywacyjnej rozmowie, odpowiedziała zwycięstwem z największą liczbą punktów rzuconych przez Spurs w bieżących rozgrywkach.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W całym meczu gospodarze trafiali na 60% skuteczności z gry i… 73% skuteczności z dystansu (11/15 3PT)! Damian Lillard nie odpuszczał i zanotował 37 punktów (12/28 FG, 3/11 3PT, 10/10 FT) i 10 asyst. Szczęśliwie dla Spurs, ci mieli odpowiedź w postaci rozpędzonego DeRozana, który skończył zawody z dorobkiem 36 oczek (13/27 FG, 10/10 FT), 8 zbiórek, 6 asyst i 2 przechwytów. Dla ekipy z Oregonu to piąta porażka w ostatnich sześciu meczach, więc nastał mały kryzys. Spurs w pierwszej połowie prowadzili 12 punktami, ale już w trzeciej kwarcie musieli wracać z -7, gdy Blazers wyszli z szatni naładowani runem 24:10. DeRozan zanotował 18 z ostatnich 20 punktów Spurs w trzeciej odsłonie, co pobudziło gospodarzy. Ci ostatecznie wygrali 131:118 po mocnej czwartej kwarcie.

Zobacz także: Nie ma chętnych na Walla
fot. Soobum Im-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek