San Antonio Spurs mają najgorszą obronę w lidze, ale wygrali trzeci mecz w sezonie i bilans nie wskazuje na poważne problemy podopiecznych Gregga Popovicha. Poprzedniej nocy po raz drugi w ciągu tygodnia ograli Los Angeles Lakers.

 

Przed meczem z Jeziorowcami San Antonio Spurs tracili średnio 122,7 punktu na sto posiadań w obronie. To był najgorszy wynik w lidze. Zatem Lakers wychodzili na parkiet z myślą, by agresywnie atakować i jak najlepiej wykorzystać problemy rywala. W pierwszej połowie plan przynosił zakładany skutek, bo gościom udało się wyjść na 14-punktowe prowadzenie. Jeszcze w trzeciej kwarcie Lakers otrząsnęli się po słabym starcie i wyszli na +11. LeBron James prowadził swoją ekipę zamykając mecz z 35 oczkami (13/21 FG, 2/6 3PT, 7/8 FT), 11 zbiórkami, 4 asystami i 2 przechwytami. Jego heroizmy jednak nie wystarczyły. Lakers przegrali 106:110, m.in. po tym, jak Rajon Rondo w samej końcówce zrezygnował z rzutu z otwartej pozycji.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Gospodarze pierwsze prowadzenie objęli na 10 minut przed końcem czwartej kwarty. Udało im się zbudować 8-punktową przewagę. W odpowiedzi jednak dwa trafienia LBJ-a i trójka Josha Harta zmniejszyła stratę Lakers do punktu. DeRozan w kolejnym posiadaniu trafił fade-away nad głową Harta, co dało Spurs prowadzenie, którego ostatecznie już nie oddali. Lider Spurs skończył mecz z dorobkiem 30 punktów (14/23 FG), 12 zbiórek, 8 asyst, 2 przechwytów i bloku. To trzecia wygrana w sezonie Ostróg i zwycięstwo nr 1200 w karierze Popovicha. Mimo wygranej, w San Antonio nadal mają nad czym pracować, jeśli chcą liczyć się w walce o TOP8 zachodu.

Zobacz także: Cousins nie ma lekko
fot. Gary A. Vasquez-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek