Mecze z Phoenix Suns okazały się niezwykle trudną przeprawą dla wszystkich drużyn ligi. Dlatego Miami Heat wybierając się do Arizony wiedzieli, że to będzie wyjątkowo trudne zadanie. Dlatego Jimmy Butler musiał wrzucić drugi bieg już na początku.

W pierwszej połowie to właśnie Jimmy Butler przejął dowodzenie i zdobył 30 punktów do przerwy. Miami Heat prowadzili 64:57, a w drugiej połowie potrzebowali kolejnego weterana, który pociągnie zespół do wygranej. Na wezwanie odpowiedział Goran Dragić, który zdobył 25 punktów 9/16 FG, 5/7 3PT) zapewniając Heat dużo energii z ławki rezerwowych. Heat wygrali 124:108 i mają bilans 6-2, pierwszy raz od 2012 roku. Wszystko jednak ustawiły pierwsze 24 minuty, które były prawdziwym show Butlera. Jeszcze przed końcem pierwszej kwarty Jimmay miał na koncie 18 punktów. Ustawił dla swoich kolegów przebieg tego starcia.

Heat przerwali 3-meczową serię zwycięstw Phoenix Suns, którzy są jedną z rewelacji startu sezonu. Monty Williams narzekał po zakończeniu spotkania na ball-movement swojego zespołu. W obronie Suns nie znaleźli natomiast odpowiedzi na zatrzymanie Butlera, który skończył spotkanie z 34 punktami (11/16 FG, 2/2 3PT, 10/10 FT), 5 zbiórek i 4 asysty. Heat w kolejnym meczu grają z Los Angeles Lakers Anthony’ego Davisa i LeBrona Jamesa, więc zapowiada się naprawdę ciekawie.

Zobacz także: Durant z powrotem na parkiecie
fot. Issac Baldizon/NBAE via Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek