Jest zdrowy, wypoczęty i gotowy do atakowania, jakby znów miał 28 lat. LeBron James zanotował trzecie triple-double z rzędu w wygranym przez Los Angeles Lakers meczu z Chicago Bulls. Spotkanie miało także swojego drugiego bohatera

Od porażki z Los Angeles Clippers na otwarcie sezonu, Los Angeles Lakers zanotowali sześć wygranych z rzędu i wyglądają jak zespół mający bardzo konkretny pomysł na grę. Poprzedniej nocy musieli jednak zmierzyć się z wyzwaniem, gdy przewaga Chicago Bulls sięgnęła 19 punktów i nie było perspektywy na obrócenie tego w drugą stronę. Anthony Davis miał wówczas problemy z faulami, a LeBron James potrzebował złapać oddech, więc to Kuzma musiał wcielić się w rolę lidera. Młody gracz Jeziorowców 11 ze swoich 15 punktów zdobył w czwartej kwarcie. Finałowe 12 minut Chicago Bulls przegrali 19:38, cały mecz 112:118. Run 16:0 na start ostatniej części kompletnie wybił podopiecznych Jima Boylena z rytmu. Trener narzekał ostatnio na podejście swoich młodych gwiazd.

Dla Kuzmy było to świetne przetarcie przed większą rolą, w której będzie obsadzany w przekroju całego sezonu. Na razie sztab daje mu czas i miejsce, by młody gracz odzyskał pewność siebie. W końcówce meczu na parkiet wrócił LBJ i jego pomoc przy konstruowaniu akcji również odbiła się na wyniku. Lider Jeziorowców skończył mecz z trzecim triple-double z rzędu, tym razem notując na swoje konto 30 punktów (10/19 FG, 2/6 3PT), 10 zbiórek oraz 11 asyst. James mówił, że odzyskał szybkość, odzyskał siłę i czuje się znacznie lepiej niż w poprzednich rozgrywkach, gdy dużą ich część rozegrał z kontuzjowaną pachwiną. Lakers wyglądają, jakby dopiero się rozkręcali.

Zobacz także: Wyjątkowy wywiad z twórcą koszykówki
fot. Stephen R. Sylvanie-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek