Dość niespodziewanie, Golden State Warriors wygrali mecz koszykówki grając składem jeszcze no-name’ów. Zespołowa koszykówka podopiecznych Steve’a Kerra mogła się podoba i całkowicie Portland Trail Blazers zaskoczyła.

Eric Paschall w swoje 23. urodziny poprowadził Golden State Warriors do zwycięstwa, jakby był to po prostu kolejny mecz sezonu regularnego. Ekipa z San Francisco wygrała pierwszy mecz w swojej nowej arenie, ale kto by się spodziewał takiego scenariusza. Steve Kerr nie miał do dyspozycji Draymonda Greena (więzadło w palcu) i D’Angelo Russella (skręcona kostka). Musiał więc postawić na nieoczywistych graczy i ci odpowiedzieli naprawdę dobrą zespołową koszykówką. Na 4 minuty przed końcem Paschall trafił trójkę, która miała kluczowe znaczenie dla ostatecznego wyniku. Gospodarze wygrali z faworyzowanymi Blazers 127:118.

Damian Lillard także był pod wrażeniem gry rywala i podkreślił, że Warriors tej nocy po prostu zależało bardziej. Wspomniany Paschall doczekał się nawet radosnych okrzyków “MVP!” z trybun Chase Center. Pierwszoroczniak skończył mecz z imponującą linijką 36 punktów (11/19 FG, 4/6 3PT), 13 zbiórkami oraz blokiem. Kolejnych 19 oczek (9/14 FG) i 8 asyst zapewnił Ky Bowman. Niewykluczone, że niektórzy kibice słyszą te nazwiska pierwszy raz w życiu. Taka jest jednak rzeczywistość, w jakiej znaleźli się Warriors. Ekipa zapisała na swoje konto dopiero drugie zwycięstwo w sezonie, ale Kerr sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego z wysiłku, jaki młodzi koszykarze wkładają w pracę.

Zobacz także: Tweety tygodnia #41
fot. Chris Elise/NBAE via Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek