Boston Celtics przerwali poprzedniej nocy serię czterech zwycięstw z rzędu Minnesoty Timberwolves. W wyjątkowo dobrej formie był Gordon Hayward, który w systemie Brada Stevensa cały czas funkcjonuje jako rezerwowy.

 

C’s potrzebowali zwycięstw jak tlenu. Można odnieść wrażenie, że przy takiej skali talentu w rotacji i z tak dobrym trenerem na czele, ekipa z Bostonu prędzej czy później złapie formę, która pozwoli jej walczyć o finał konferencji. Jednak żeby stawka nie uciekła za daleko, Celtics już teraz musieli złapać serię, by trzymać się blisko rywali. Poprzedniej nocy zmierzyli się na wyjeździe z Minnesotą Timberwolves, która od transferu Jimmy’ego Butlera gra wyjątkowo dobrą koszykówkę. W meczu z Celtics stanęli przed szansą na piąte zwycięstwo z rzędu, nie spodziewali się jednak, że goście otrzymają takie wsparcie gracza ławki rezerwowych.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Gordon Hayward całą noc był dobrze obsługiwany przez swoich kolegów (czyt. Kyriego Irvinga) i w efekcie otarł się o triple-double. W pół godziny na parkiecie, Hayward zanotował 30 punktów (8/16 FG, 4/5 3PT, 10/10 FT), 9 zbiórek, 8 asyst i 2 przechwyty. Wolves na starcie czwartej kwarty udało się doprowadzić do remisu po punktach i asyście dobrze spisującego się Derricka Rose’a, ale ofensywny festiwal Gordona sprawił defensywie gospodarzy problemy, których ci nie potrafili obejść. Ostatecznie Celtics zanotowali na swoje konto trzynastą wygraną w sezonie pokonując rywala 118:109. Obyśmy takiego Haywarda mogli oglądać częściej.

Zobacz także: Zażenowani Spurs
fot. AP Photo
Michał Kajzerek
@mkajzerek