Toronto Raptors na mistrzowskich pierścieniach postanowili nie oszczędzać. Dlatego już na parkiecie sił nie oszczędzali także Fred VanVleet i Pascal Siakam, którzy poprowadzili Raps do pierwszej wygranej sezonu.

New Orleans Pelicans okazali się jednak bardzo niewdzięcznym przeciwnikiem. Brak Ziona Williamsona wcale nie osłabił silnie zakorzenionych ambicji tej młodej drużyny. Wygrali pierwszą połowę i sprawiali wrażenie gotowych sprawić niespodziankę na starcie 74. sezonu w historii ligi. Dopiero na 29 sekund przed końcem do remisu doprowadził Kyle Lowry trafiając dwa rzuty wolne. Przy stanie 117:117, najpierw losy meczu na stronę swojej ekipy próbował przechylić Jrue Holiday, gdy mu się to nie udało, szansę dostał Norman Powell. Rzut zawodnika Raptors był jednak nieskuteczny, co oznaczało dodatkowe emocje w dogrywce.

Okazało się jednak, że to ekipa z Kanady zachowała znacznie więcej siły i bardzo szybko zbudowała przewagę, która poprowadziła ich do wyszarpanego zwycięstwa 130:122. W znakomitym stylu sezon otworzył Fred VanVleet notując 34 punkty (12/18 FG, 5/7 3PT), 5 zbiórek, 7 asyst i 2 przechwyty. Kolejne 34 oczka (11/26 FG, 2/5 3PT), 18 zbiórek i 5 asyst Pascala Siakama. Lowry pozwolił rozwinąć skrzydła swoim kolegom, ale gdy zespół go potrzebował, by na miejscu i trafił kilka ważnych rzutów. Najlepszym punktującym gości był Brandon Ingram kończąc z 22 punktami (8/19 FG, 2/5 3PT), 5 zbiórkami i 5 asystami. Pels jeszcze mocno namieszają.

Zobacz także: Derby LA dla Clippers
fot. Patrick Gorski-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek