Najpierw Stephen Curry po znakomitym wyjściu do góry po zasłonie, a potem Klay Thompson po pump-fake’u i czystej trójce. To liderzy zapewnili Golden State Warriors prowadzenie w najważniejszym momencie tego arcytrudnego dla mistrzów spotkania.

 

Przed rozpoczęciem spotkania największą historią był rzecz jasna powrót do gry Kevina Duranta. Skrzydłowy po 33 dniach przerwy wyszedł i trafił dwie pierwsze trójki. Wszystko wskazywało na to, że jest gotowy. Podobnie jak Kawhi Leonard, którego akcja 2+1 na 5 minut przed końcem pierwszej kwarty doprowadziła do wyrównania 19:19 po tym, jak Golden State Warriors otworzyli mecz 5/5 z dystansu. To właśnie skuteczność zza linii robiła na początku największą różnicę, ponieważ gospodarze byli 1/6 i punkty zdobywali głównie po wizytach na linii rzutów wolnych. Niestety dwie minuty po powrocie na parkiet w drugiej kwarcie, KD próbując zmienić kozioł stracił piłkę i zgłaszając problem położył się na parkiecie. Duża część kibiców Raptors zareagowała na to bardzo radośnie, co nie spodobało się zawodnikom obu drużyn, którzy poprosili o zakończenie tej żenady.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

KD schodził do szatni w asyście Andre Iguodali i Stephena Curry’ego. Nie było mowy, by miał wrócić jeszcze do gry. Steve Kerr zareagował wprowadzeniem na parkiet DeMarcusa Cousinsa, który zrobił szybki run 7:0. GSW wyszli już na 13 punktowe prowadzenie, ale przed przerwą Raptors dzięki większej intensywności obronie udało się zejść do -6. Kibicom Warriors mogła się mimo wszystko podobać agresywna gra w ataku Curry’ego i Thompsona. Panowie przestali kalkulować i po prostu zaczęli rzucać. To pozwalało gościom utrzymywać się na prowadzeniu. I nagle w czwartej kwarcie Steve Kerr wystawił do gry… Jordana Bella. Ekipa z Oakland trzymała się na prowadzeniu, ale Raptors cały czas ich podgryzali zmniejszając prowadzenie.

W międzyczasie Warriors dostali informację o odnowieniu się urazu także u Kevona Looneya. Wysoki nie mógł zagrać w ostatnich minutach spotkania. Goście bardzo długo utrzymywali prowadzenie, cały czas odpowiadając, jednak run 8:2 Kawhiego Leonarda w końcu przełamał rywala i dał Raps prowadzenie 101:97. Kawhi postanowił całkowicie przejąc moment, prowadząc Raptors po mistrzostwo NBA. Ale… nie tak szybko. Dwie trójki w dwóch kolejnych posiadaniach Curry’ego i Thompsona przywróciły GSW na 3-punktowe prowadzenie, gdy na zegarze została niecała minuta. Raptors mogli wygrać, gdy Cousins po faulu w ataku dał im 15 sekund przy -1. Doskonała obrona Warriors pozwoliła jednak utrzymać się gościom na prowadzeniu 106:105 i doprowadzić w ten sposób do meczu nr 6.

Najlepiej punktującym graczem na parkiecie był Curry zdobywając 31 oczek (10/23 FG, 5/14 3PT, 6/6 FT), 8 zbiórek i 7 asyst. 26 punktów i 7/13 z dystansu Klaya Thompsona. Dla Raptors 26 punktów (9/24 FG, 2/7 3PT), 12 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty i 2 bloki zanotował Leonard. Na tym sezonu 2018/2019 nie kończymy, bo seria wraca na pożegnanie z Oracle Arena. To będzie ostatni mecz Warriors w hali, która przyniosła im wiele różnego rodzaju emocji.

Zobacz także: LeBron ma już drugą gwiazdę?
fot. Porter Lambert/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek