Po zwycięstwie z Los Angeles Clippers, tym razem Philadelphia 76ers – teoretycznie – miała mieć znacznie łatwiejsze zadanie jadąc do outsidera z Phoenix. Jednak gra w back-to-back na dużej intensywności może przysporzyć problemów.

 

Goście grali w tym meczu bez Jimmy’ego Butlera i Wilsona Chandlera, który nabawili się zakażenia górnych dróg oddechowych. To oznaczało więcej miejsca dla Joela Embiida zdobywającego kolejne punkty z dziecinną łatwością. W grze wysokiego Philadelphii 76ers widać coraz więcej spokoju. Powoli dociera do najlepszego momentu w swojej karierze, więc wraz z doświadczeniem przychodzi kunszt, który Embiid bezlitośnie wykorzystuje na swoich obrońcach. Gdyby regularnie grał na takim poziomie, jak przeciwko Los Angeles Clippers i Phoenix Suns, bez wątpienia byłby w bieżących rozgrywkach kandydatem do nagrody MVP. Na pewno go na to stać.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Sixers mają mimo wszystko powody do narzekań po meczu w Phoenix. Na pewnym etapie tego starcia prowadzili już 30 punktami, więc nie powinno im nic zagrozić. Jednak do tego stopni się rozluźnili i do tego stopnia odpuścili Devina Bookera, że Suns niemalże odrobili całą stratę. Na 5,9 sekundy przed końcem trzeciej kwarty, Booker trafił dwa punkty redukując stratę do 3 oczek. Gospodarze nie mieli wyjścia i musieli faulować. Wybrali najgorzej jak mogli. J.J. Redick zwieńczył wymęczone dzieło Sixers na linii rzutów wolnych i Szóstki wygrały 132:127. Joel Embiid skończył mecz z dorobkiem 42 punktów (12/23 FG, 1/1 3PT, 17/19 FT), 18 zbiórek, 2 asyst, 3 przechywtów i 2 bloków.

Zobacz także: Durant o swoich hejterach
fot. Bill Streicher-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek