Golden State Warriors po raz kolejny zbudowali duża przewagę w pierwszej połowie i po raz kolejny ją stracili w trzeciej kwarcie goniąc wynik. Tym razem jednak odpowiedzialność za drużynę wziął na własne barki Stephen Curry.

 

Przede wszystkim Sacramento Kings i Golden State Warriors pobili rekord trafionych trójek. Razem było ich 41 – 21 mistrzów i kolejnych 20 gospodarzy. Jeszcze nigdy w historii nie zdarzył się mecz, w którym obie drużyny rzucają co najmniej 20 trójek. Zatem koniec końców zawodnicy Steve’a Kerra i Dave’a Joergera mogli sobie przybić piątki. Końcówka była mimo wszystko zacięta. Warriors w drugiej połowie stracili 10-punktową przewagę i pod koniec trzeciej kwarty gonili wynik. Run na początku finałowej odsłony pozwolił im objąć prowadzenie, ale i tak wplątali się w nerwowa końcówkę, którą na 9 sekund przed końcem dwoma rzutami wolnymi wyjaśnił Curry.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Warriors wygrali 127:123. Steph był w wyjątkowej strzeleckiej formie. W czwartej kwarcie meczu zanotował 20 ze swoich 42 punktów (14/26 FG, 10/20 3PT, 4/4 FT), do czego dołożył 5 zbiórek, 2 asysty i 2 przechwyty. Gdy Curry jest w pełni zdrowy, potrafi w spektakularny sposób poprowadzić swoja drużynę do wygranej. Dla Kings spotkanie było szansą na podpatrzenie metod drużyny, od której wiele już wyciągnęli. Szczególnie dobrze radził sobie Buddy Hield, który rozgrywa przełomowy sezon. Lider ekipy z Sac-Town skończył mecz z rekordem kariery – 32 oczka (12/21 FG, 8/13 3PT), 5 zbiórek, 4 asysty. Warto mu się przyglądać.

Zobacz także: Przedłuża się absencja Stepha
fot. twitter.com/warriors
Michał Kajzerek
@mkajzerek