Po wiadomościach dotyczących Mike’a Conleya – Grizzlies po raz kolejny stanęli przed widmem desperackiej walki o każde posiadanie. Chyba się nie spodziewali, że Marc Gasol i jego organizm po przejściach są w stanie zasłonić wszystkie braki swoją znakomitą grą.

 

To środkowy Memphis Grizzlies ciągnie drużynę pod nieobecność kontuzjowanego Mike’a Conleya i nie powinno nas to w ogóle dziwić. Ostatnie lata Marc Gasol w dużej mierze spędził na przywracaniu swojego ciała do pełnej sprawności. Jego plecy, kolana i kostki muszą sobie radzić z naprawdę dużym ciężarem, dlatego zaczynają manifestować, gdy zawodnik zwiększa obciążenie i zaczyna grać na dużej intensywności. Dzieje się to właśnie teraz. Gasol absencje Conleya potraktował bardzo osobiście. Czuje na sobie odpowiedzialność za wyniki drużyny, dlatego wyniósł swoją grą na zupełnie nowy poziom, przy okaji podejmując duże ryzyko.

Sztab medyczny cały czas kontroluje zawodnika i stara się na bieżąco regenerować jego organizm. Memphis Grizzlies pokonali poprzedniej nocy Portland Trail Blazers na własnym parkiecie po bardzo interesującej końcówce, w której bohaterami byli Gasol oraz tymczasowy pomocnik – Toney Douglas, który wziął dużą porcję minut Conleya. To dwunaste z rzędu zwycięstwo ekipy z Tennessee, gdy mecz rozstrzyga się w dogrywce lub zespoły dzieli pięć punktów. Zespół wypracował zatem bardzo cenną umiejętność zamykania rywalizacji. Douglas przesądził o wygranej trafiając 6 punktów w trakcie ostatniej minuty rywalizacji.

Niemniej przez mecz prowadził drużynę Gasol. Środkowy z Hiszpanii zanotował 36 punktów (13/24 FG, 4/6 3PT), 9 zbiórek i 2 asysty. Ciekawostką jest natomiast fakt, że Marc oddał w tym sezonie już 84 próby za trzy. Natomiast w poprzednich ośmiu latach próbował łącznie zaledwie 66 razy! To rzecz jasna efekt ewolucji koszykówki – rozciągania gry, wyciągania defensywy ze środka i szukania przewagi w match-upach wysokich zawodników. Jednak Gasol w bieżących rozgrywkach zdecydował się na krok, którego unikał od kilku lat. Cały czas miał zasięg, by rzucać za trzy, ale brakowało mu pewności siebie. W rozgrywkach 2016/2017 w końcu ją zyskał. Trafia niesamowite 44% z dystansu.

fot. Christian Petersen
Michał Kajzerek
@mkajzerek