Po pierwszym meczu można było odnieść wrażenie, iż Boston Celtics znaleźli sposób, który pomoże im zatrzymać Giannisa Antetokounmpo. Al Horford był genialny w obronie przeciwko zawodnikowi Bucks. Trzy mecze później obraz wygląda zgoła inaczej.

 

Giannis od trzech meczów przejeżdża się po obronie Boston Celtics niczym czołg. Jego zespół na porażkę z meczu numer jeden odpowiedział trzema zwycięstwami z rzędu i w zasadzie sprawa wydaje się załatwiona, bo w grze C’s nie widać nadziei na to, by teraz to oni mieli odpowiedzieć trzema wygranymi. Bucks przyjechali do TD Garden i zabrali gospodarzom przewagę parkietu, co jest ogromnym ciosem w ambicje grupy Brada Stevensa. Szkoleniowiec może wymyślać nowe sposoby na zatrzymanie Antetokounmpo, ale koniec końców Celtics brakuje poziomu zgrania, który w play-offach – i wcześniej w sezonie – prezentują Milwaukee Bucks. To w tym momencie dwie drużyny grające na różnych poziomach.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

C’s dobrze poprzednią noc zaczęli, ponieważ po pierwszej kwarcie prowadzili 30:22. Goście szybko jednak się z drzemki przebudzili i wygrali każdą z pozostałych części meczu ostatecznie kończąc rywalizację wynikiem 113:101. Dominacja Giannisa Antetokounmpo była niepodważalna. Skrzydłowy zakończył rywalizację mając na swoim koncie 39 punktów (15/22 FG, 2/5 3PT, 7/10 FT), 16 zbiórek, 4 asysty, przechwyt oraz blok. Tymczasem Kyrie Irving, który jakiś czas temu obiecywał, że nie zagra na poziomie poniżej 8/22 z gry, zrobił poprzedniej nocy 7/22 FG… Tak czy inaczej, Celtics jadą do Milwaukee z nożem na gardle i niewykluczone, że w ich głowach ta seria dobiegła już końca, nawet pomimo powrotu Marcusa Smarta.

Zobacz także: New York Knicks powalczą o mistrzostwo
fot. Stacy Revere
Michał Kajzerek
@mkajzerek