Jeśli czegoś w pożegnaniu Dwyane’a Wade’a brakowało, to właśnie game-winnera. Przyszedł on w szczególnie interesujących okolicznościach – przed własną publicznością, w domu, przeciwko obecnie najgroźniejszej drużynie NBA.

 

Patrząc na grę Dwyane’a Wade’a można pomyśleć, że spokojnie mógłby rozegrać na ligowych parkietach jeszcze dwa/trzy lata. Jednak gwiazda Miami Heat od początku bieżących rozgrywek podkreślała, że najważniejsze dla niego to pożegnać się z klasą – grając wciąż na bardzo wysokim poziomie. Miami Heat poprzedniej nocy prowadzili z Golden State Warriors już 24 punktami. Przeciwko normalnemu rywalowi, by to wystarczyło, ale nie przeciwko GSW. W samej końcówce mistrzowie wyszli na 4-punktowe prowadzenie i zmusili gospodarzy do podjęcia ryzyka. Na 14 sekund przed końcem Kevin Durant trafił dwa rzuty wolne dające jego drużynie 2-punktowe prowadzenie.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Ostatnie posiadanie meczu było niezwykle chaotyczne. Dwyane Wade tracił, odzyskiwał i zbierał piłkę aż na parę sekund przed końcem wyprowadził rzut, który odbił się od tablicy i wpadł do kosza zapewniając jego drużynie zwycięstwo 126:125. Miami Heat przerwali w ten sposób serię sześciu porażek z rzędu przed własną publicznością. Wade wyszedł z ławki i zanotował na swoje konto 25 punktów (10/17 FG, 5/8 3PT), 7 zbiórek, 3 asysty, przechwyt i 2 bloki. Wskoczył na stolik sędziowski, uderzył się trzy razy w pierś, następnie zrobił okrążenie wokół parkietu z ręcznikiem i został zasypany odciskami swoich kolegów. Znakomity obrazek, na który czekał każdy kibic ekipy z Miami.

Zobacz także: Blazers utknęli w windzie
fot. Rob Foldy
Michał Kajzerek
@mkajzerek