Orlando Magic przerwali długą serię porażek, a Aaron Gordon po raz kolejny w tym sezonie potwierdził, że stać go na absolutnie wielkie rzeczy. Silny skrzydłowy nie miał litości dla defensywy Oklahomy City Thunder.

 

Drużyna Billy’ego Donovana zwyczajnie nie była przygotowana na taką grę silnego skrzydłowego Orlando Magic. Trener Frank Vogel chcąc wykorzystać maksimum potencjału swojego zawodnika, w drugiej połowie meczu nawet na chwilę nie ściągnął go z parkietu. W obu połowach Aaron Gordon zanotował po 20 punktów, kończąc z dorobkiem 40 oczek (13/23 FG, 6/12 3PT, 8/11 FT), 15 zbiórek, 4 asyst i 4 zbiórek i bloku. Bardzo dobrze ogląda się jego rozwój. W poprzednich latach Aaron miał lepsze i gorsze momenty, ale cały czas prezentował potencjał, który napawał Magic nadzieją.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Takie mecze, jak ten z Oklahomą City Thunder są potwierdzeniem, że warto czekać na prime-timie Gordona. Bez wątpienia warto w niego dalej inwestować. Tymczasem drużyna Russella Westbrooka przegrywa po raz piąty w ostatnich sześciu meczach. Jedyne zwycięstwo odnieśli w starciu z Golden State Warriors. Russ w gruncie rzeczy zagrał dobry mecz notując 37 punktów (11/23 FG, 7/10 3PT), 11 zbiórek, 5 asyst i 5 przechwytów. W samej czwartej kwarcie zanotował 20 oczek próbując ciągnąć Thunder na własnych barkach. Nie otrzymał jednak wsparcia Paula George’a (7/17 FG) i Carmelo Anthony’ego (5/16 FG).

Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty Magic skorzystali z serii 28:5, by zbudować bezpieczną przewagę, której trzymali się do samego końca. Zespół z Florydy dzięki wygranej przerwał serię dziewięciu porażek z rzędu. Magic chcą się liczyć w walce o play-offy wschodu, lecz by podtrzymać te szanse do końca rozgrywek zasadniczych, będą potrzebowali więcej podobnych meczów Aarona Gordona. Na ten moment z bilansem 9-13 zajmują 11. miejsce w tabeli wschodniej konferencji. W kolejnym meczu czeka ich spore wyzwanie. Odwiedziny Golden State Warriros oznaczają próbę przerwania serii dziewięciu porażek z rzędu przeciwko mistrzom.

Zobacz także: Więcej zimnej krwi
fot. Kim Klement
Michał Kajzerek
@mkajzerek