James Harden mówił bardzo serio, gdy zapowiadał walkę o drugie MVP. Lider Houston Rockets ma świetną serię i był nie do zatrzymania w starciu swojej ekipy z Memphis Grizzlies, którzy grają wyjątkowo nieprzyjemną defensywę.

 

Mimo triple-double i kolejnego dominującego występu, James Harden zaczyna podchodzić do swojej gry coraz bardziej krytycznie. Po starciu z Memphis Grizzlies był zły na siebie za to, że dał rywalowi za dużo szans na punkty po stratach. Nie zmienia to faktu, że Harden w czwartym meczu z rzędu notuje minimum 40 punktów, a Houston coraz pewniej wspinają się po tabeli zachodniej konferencji. Wygrali po raz piąty z rzędu i bez Chrisa Paula w rotacji radzą sobie zaskakująco dobrze. Harden gra w tym momencie na innym poziomie, dla wielu nieosiągalnym. Pytanie – jak długo będzie w stanie go utrzymać?

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Poprzedniej nocy zagrał 41 minut i w tym czasie zapisał na swoje konto 43 punkty (8/19 FG, 6/12 3PT, 21/27 FT), 10 zbiórek, 13 asyst, 2 przechwyty i… 9 strat. Harden miał zatem uzasadnione pretensje do siebie. Linijka jest imponująca biorąc pod uwagę, że grał przeciwko jednej z najlepszych defensyw w lidze. Taka intensywność na tym etapie sezonu może go jednak sporo kosztować. Dlatego powrót CP3 jest wskazany, by Mike D’Antoni mógł lepiej rozłożyć energię swojego zespołu. O ile trener jest zachwycony postawą swojego lidera, nie może być zadowolony z faktu, że ten musi tracić tyle sił. Grizzlies nie mieli żadnego podejścia do Rockets poprzedniej nocy i przegrali 101:113.

Zobacz także: Kiedy LBJ został GOAT-em?
fot. Troy Taormina-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek