W trzeciej kwarcie Houston Rockets przegrywali już różnicą 21 punktów, ale podnieśli się z kolan głównie za sprawą fantastycznej postawy Jamesa Hardena. Lider ekipy z Teksasu był absolutnie nie do zatrzymania poprzedniej nocy.

 

Mike D’Antoni wie, co gryzło Houston Rockets rok temu. Teraz kluczowe dla ekipy jest przygotowanie wszystkiego, co ma stanowić przewagę już w play-offach. Rok temu brakowało im gry w środku, brakowało im ofensywnej wszechstronności. Teraz chcą połączyć skuteczny atak z konsekwentną defensywą. W drugiej połowie meczu z Miami Heat przedstawili zalążek koszykówki, nad którą pracują. Wpadli jednak w ogromną dziurę, bo w trzeciej kwarcie musieli się podnosić z 21 punktowej straty. W pewnym momencie goście z Florydy zapomnieli o zawodniku, który jest w stanie samodzielnie decydować o losach meczu.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Gdy James Harden się rozpędził, zatrzymał się dopiero, gdy pobił kolejny rekord. Zakończył mecz z dorobkiem 58 punktów (16/32 FG, 8/18 3PT, 18/18 FT), 7 zbiórek, 10 asyst i 4 przechwytów. Obrona Heat nie miała pojęcia, jak sobie z nim poradzić. Nikt w historii nie zdobył przeciwko Heat tylu punktów. Heat mieli szansę, ale w ostatniej minucie pudła Dwyane’a Wade’a i Josha Richardsona przypieczętowały zwycięstwo gospodarzy 121:118. To czwarta wygrana z rzędu podopiecznych D’Antoniego. Kluczowy był run 14:0 w czwartej kwarcie. 10 oczek z tego runu było autorstwa Hardena, który po meczu chwalił przede wszystkim defensywę swojego zespołu.

Zobacz także: Dirk się nie żegna?
fot. Getty Images/Yahoo!
Michał Kajzerek
@mkajzerek