Tym razem nie było mowy o spokojnym marszu po zwycięstwo. Po bardzo słabej pierwszej połowie w wykonaniu Golden State Warriors, mistrzowie podnieśli się w drugiej i serią 13:0 doprowadzili do nowego otwarcia. Dla Blazers to ogromna stracona szansa.

 

Prowadzenie gości na początku trzeciej kwarty wynosiło już 16 punktów. Portland Trail Blazers grali dobrze w obronie i w ataku, wykorzystując przestrzeń i skutecznie egzekwując ofensywę, jaką założył im na ten mecz Terry Stotts. Golden State Warriors z kolei, wyszli na parkiet bez werwy, jaką mieli w starciu numer jeden. Słabo reagowali na ruch rywala, a w ataku nie potrafili skorzystać z otwartych pozycji będąc tylko 3/13 z dystansu. Wyraźnie zabrakło im podejścia ze spotkania otwierającego serię. Steve Kerr ostatecznie wykonał znakomitą pracę przywracając w nich ten zaginiony element. Po przerwie Warriors znów byli maszyną, jakby się zrestartowali i na powrót zaczęło im zależeć.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Run 13:0 i potem run 10:0 w czwartej kwarcie ustawiły dla Warriors mecz. W samej końcówce trójka Setha Curr’yego jeszcze pomieszała GSW szyki, ale doskonale rozegrany pick-and-roll Stephena Curry’ego z Draymondem Greenem dał gospodarzom prowadzenie 114:111 na kilkanaście sekund przed końcem. Blazers mieli zatem sporo czasu na wyprowadzenie rzutu za trzy, jednak Andre Iguodala wyłuskał piłkę z rąk Damiana Lillarda, a Stephen Curry posłał ją wysoko w powietrze, by pozwolić zegarowi dokończyć mecz. Wynik się już nie zmienił, a starszy z braci Currych zanotował na swoje konto 37 punktów (11/22 FG, 4/14 3PT, 11/11 FT), 8 zbiórek i 8 asyst. 5/12 za trzy Dame’a i 9/23 z gry McColluma, którzy w drugiej połowie próbowali odzyskać grunt pod nogami, ale znakomita obrona pick-and-rollów przez Warriors zamykała im wszelkie drogi. Seria na dwa mecze przenosi się do Oregonu.

Zobacz także: Potrzebują pomocy
fot. Kyle Terada-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek