W pierwszych kilku meczach rozgrywek trafiał na koszmarnej skuteczności. Dostarczał drużynie jakość swoimi wjazdami i grą w mid-range, ale z dystansu nie potrafił się odblokować. Przyszedł więc mecz z Chicago Bulls i Klay Thompson napisał historię.

 

Golden State Warriors nie mieli żadnych problemów z pokonaniem Chicago Bulls. W pewnym momencie przewaga była tak duża, że Steve Kerr postanowił rywala mocniej nie upokarzać. W połowie trzeciej kwarty sięgnęła 44 punktów. Historią meczu był więc Klay Thompson, który – na pełnym luzie – pobił rekord NBA. Przed tym meczem Klay trafiał na bardzo niskim procencie z dystansu. Od początku sezonu miał problemy z tym, by się wstrzelić. Nie zmienił jednak swojego nastawienia i dalej próbował, czego najlepszym przykładem jest mecz poprzedniej nocy. Tym razem piłka znajdowała drogę do kosza najczęściej w historii, gdy opuszczała ręce zawodnika mistrzów.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W pierwszych siedmiu meczach 5/36 za trzy, przeciwko Bulls 14/24 i nowy rekord NBA. Thompson skończył zawody mając na swoim koncie 52 punkty, 5 zbiórek i przechwyt. Zaprzestał bezlitosnego strzelania w połowie trzeciej kwarty. To był absolutnie genialny festiwal strzelecki. Klay o jedno trafienie przebił osiągnięcie Stephena Curry’ego z 2016, gdy przeciwko New Orleans Pelicans 2-krotny MVP trafił trzynastokrotnie. W połowie GSW prowadzili 92:50, to była druga najwyższa zdobycz punktowa w historii, gorsza tylko od 107 punktów Phoenix Suns z 1990. Bulls byli w tym wypadku workiem treningowym, który został bezlitośnie obity.

Zobacz także: LBJ i spółka reagują na zwolnienie Lue
fot. SLAM Magazine
Michał Kajzerek
@mkajzerek