Mimo zwycięstwa, to nie będzie mecz, który szczególnie utkwi we wspomnieniach Marcina Gortata. Szczęśliwie dla Washington Wizards – John Wall postanowił wcielić się w rolę lidera z krwi i kości biorąc ciężar na własne barki.

 

Spotkanie bardzo dobrze odsłoniło prawa, jakimi rządzą się play-offy. Drużyny weszły w mecz mocno, wymieniając kilka ciosów. Jednak po chwili intensywnego grania, spuścily z gazu i pod kątem widowiska pojedynek nie był już równie atrakcyjny. To największy mankament play-offów – zawodnicy po 82-meczowym sezonie regularnym są już tak zmęczeni, że czasami wręcz brakuje im tchu. Jednak John Wall i Dennis Schroder to gracze, dla których element spektakularności jest nieodłączną częścią ich funkcjonowania, dlatego rozgrywający obu drużyn uratowali dzień tocząc między sobą bardzo zaciętą rywalizację.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Dla Marcina Gortata ten mecz miał dwa oblicza. Z jednej strony Polak znacznie lepiej poradził sobie w pojedynku z Dwightem Howardem, skuteczniej odcinając go od zdobywania punktów niż w meczu numer cztery. Poza tym stawiał graczom na piłce i bez piłki mocne zasłony otwierające mnóstwo miejsca. Z drugiej strony – miał ogromny problem z tym, żeby zaangażować się w granie pod kątem produktywności w ataku. Pierwszą połowę skończył z 0/1 FG. Swoje pierwsze punkty zdobył w czwartej kwarcie trafiając rzut z linii wolnych. Skończył z linijką 5 oczek (1/6 FG, 3/4 FT), 10 zbiórek, asysty i 3 bloków.

Na 9 sekund przed końcem Marcin zebrał ofensywną piłkę i zamiast ją przytrzymać do końca meczu lub do faulu, oddał niecelną próbę. Szczęśliwie dla Wiz – Hawks nie byli w stanie tego wykorzystać i ostatecznie przegrali. Wall był fenomenalny jako dystrybutor gry. Skończył zawody z dorobkiem 20 punktów (9/20 FG, 1/3 3PT), 14 asyst, 6 zbiórek i przechwytu. Świetnie rozstawiał strzelców i swoją agresywną grą na koźle zapewnił temu starcie nieco więcej emocji. Przy okazji, Wall stoczył interesującą rywalizację z Dennisem Schroderem, który zdobył 29 punktów i rozdał 11 asyst rozgrywając najlepszy mecz w serii.

Ekipy cały czas trzymały się blisko. Po runie 11:2 w trzeciej kwarcie Wizards, którego Wall był głównym architektem, przewagę gospodarzom pomogli utrzymać rezerwowi zaraz na początku ostatniej dwunastki – Kelly Oubre Jr, Bojan Bogdanović i Brandon Jennings. Zespół z DC obejmuje więc prowadzenie 3-2 i na kolejny mecz jedzie do Atlanty, gdzie dostanie szansę na przypieczętowanie awansu do pólfinałów. Tymczasem podopieczni Mike’a Budenholzera zagrają z nożem na gardle.

Zobacz także: 10 przykazań wszechstronnego koszykarza
fot. Ned Dishman
Michał Kajzerek
@mkajzerek