Portland Trail Blazers podchodzi, podchodzili i w końcu nie podeszli w ogóle. Czy tak będzie wyglądała cała seria pomiędzy tymi drużynami. Mamy nadzieję, że nie, bo jesteśmy na etapie rywalizacji, na którym domaga się wielkich emocji!

 

Golden State Warriors do czwartej kwarty mieli przewagę, którą kontrolowali, ale z którą nie mogli się czuć do końca bezpiecznie. Niewidoczny tej nocy Damian Lillard mógł odpalić serią trójek i doprowadzić do wyrównania, co wprowadziłoby zapewne sporo nerwowości w grę Golden State Warriors. Tak się jednak nie stało. W trakcie finałowych 12 minut gospodarze konsekwentnie powiększali swoją przewagę. Na 3 minuty przed końcem Draymond Green trafił trójkę dającą mistrzom prowadzenie 108:92, było więc pozamiatane. Mistrzowie zagrali tak, jakby Kevina Duranta w ogóle im nie brakowało… oj.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

No tak, KD w tej serii może w ogóle nie wrócić, jeśli każdy kolejny mecz będzie wyglądał tak, jak rywalizacja otwierająca finał zachodu. Po grze Blazers było widać, że w nogach mają jeszcze walkę z Denver Nuggets. Dame w pewnym momencie chwycił się za ścięgno podkolanowe, natomiast Rodney Hood grał z urazem kolana. Ostatecznie w grze gości zabrakło jakości, by zrównać się z Warriors. Mistrzowie wygrali pierwsze starcie 116:94. 36 punktów (12/23 FG, 9/15 3PT, 3/3 FT), 6 zbiórek i 7 asyst Stephena Curry’ego. Kolejne 26 punktów (10/24 FG, 3/9 3PT), 3 asysty, 3 przechwyty i 2 bloki Klaya Thompsona. Splash Brothers w pełnej okazałości. Tylko 19 punktów w 37 minut Damiana Lillarda. Mecz nr 2 także w Oracle Arena.

Zobacz także: Radość w Nowym Orleanie
fot. Porter Lambert/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek