Chicago Bulls w przekroju ostatnich tygodni złapali kilka zwycięstw. Niespodziewanie gra zespołu Jima Boylena wygląda znacznie lepiej, co jest obiecującym prognostykiem przed kolejnymi rozgrywkami, w których spróbują postawić kolejny krok w przód.

 

W meczu miała jednak miejsce bardzo dziwna sytuacja. Zespoły zeszły już do szatni, bo były przekonane, że spotkanie dobiegło końca. Tymczasem sędziowie po długiej naradzie stwierdzili, że stolikowi odpowiedzialni za zegar popełnili błąd i Philadelphia 76ers ma jeszcze 0,5 sekundy na to, by odmienić losy tego spotkania. Zespoły wróciły więc z szatni na parkiet i ponownie ustawili się do rozegrania finałowego posiadania. Bulls musieli sobie jednak radzić bez Otto Portera Jr’a, który był w trakcie testu antydopingowego. Ekipa z Philly ostatecznie dodatkowej szansy nie wykorzystała i mecz zakończył się wygraną 108:107 gospodarzy, których prowadził coraz bardziej rosnący w siłę Zach LaVine.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Bulls w czwartej kwarcie starli 10-punktowe prowadzenie gości z Philly. LaVine zanotował 13 punktów i był dla obrony szczególnie problematyczny. Przy stanie 107:106 dla ekipy z Filadelfii, Zach LaVine miał 4,5 sekundy. Posłał podanie do Robina Lopeza, otrzymał piłkę z powrotem i wjechał na kosz kończąc akcję 2+1. Rzutu wolnego nie trafił i Sixers zebrali piłkę na 0,5 sekundy przed końcem. Za pierwszym razem Simmons podawał do Butlera i syrena pojawiła się jeszcze przed tym, gdy którykolwiek z graczy dotknął piłkę. Sędziowie dostrzegli błąd i przywołali obie ekipy z powrotem na parkiet. Drugiej szansy Sixers nie wykorzystali, a LaVine skończył mecz z dorobkiem 39 punktów (14/26 FG, 2/5 3PT, 9/13 FT), 5 zbiórek, 4 asyst i przechwytu.


Zobacz także: Gentry po dwóch piwkach
fot. AP PHOTO/CARLOS OSORIO
Michał Kajzerek
@mkajzerek