Zwycięstwo bez wątpienia pomoże Los Angeles Lakers znaleźć nieco więcej radości z tej przykrej dla nich końcówki sezonu regularnego. Ostatnia seria porażek przypieczętowała ich los, ale LeBron James nie ma zamiaru składać przedwcześnie broni.

 

Tydzień po tym, jak LeBron James przeskoczył Michaela Jordana w liczbie zdobytych punktów, przyjechał do Chicago i zapisał na swoje konto znakomitą linijkę w arenie, którą rozsławił MJ. Nie było to jednak łatwe zadanie. Los Angeles Lakers na pewnym etapie spotkania przegrywali już różnicą 20 punktów, by w drugiej połowie wyjść na dwucyfrowe prowadzenie i po kilku kluczowych trafieniach na początku czwartej kwarty spokojnie odprowadzić spotkanie do końca. Na 5 minut przed końcem meczu goście z LA prowadzili 115:101 i nie było już o czym rozmawiać. Ostatecznie Lakers pokonali Bulls 123:107, głównie za sprawą 33 minut LeBrona Jamesa.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

To był najlepszy punktowo mecz Jamesa od 18 grudnia, tuż przed urazem pachwiny. W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że gra w United Center to dla niego szczególne przeżycie. Zwłaszcza, gdy spojrzy w górę na koszulkę jego największego idola. Lider ekipy z LA skończył mecz mając na swoim koncie 36 punktów (15/23 FG, 2/4 3PT, 4/5 FT), 10 zbiórek, 4 asysty i 2 przechwyty. W międzyczasie do gry dla Lakers wrócił Kyle Kuzma, który uporał się z kontuzją kostki. Dostarczył z ławki 21 punktów. Po raz pierwszy od kilku tygodni Lakers wyglądali jak zespół grający poprawną koszykówkę – dobrze broniący i skutecznie wykorzystujący przewagi w ataku.

Zobacz także: Tweety tygodnia #11
fot. Stephen R. Sylvanie-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek