Damian Lillard czuje się znakomicie na tym etapie swojej kariery. Jego gra naznaczona jest dużą pewnością siebie. Zawodnik nie boi się odpowiedzialności i wyróżnia go duża wiara we własne umiejętności. Poprzednia noc znów była jego.

 

Przy stanie 104:104, Phoenix Suns popełnili stratę oddając piłkę prosto w ręce rywala. Damian Lillard poprosił o izolację na szczycie. Wjechał z piłką do środka i skończył akcję lay-upem nad bezradną w tym wypadku obroną gospodarzy. Na zegarze pozostało 0,9 sekundy do końca i choć Suns udało się wyprowadzić rzut, piłka przecięła tylko siatkę po desperackiej próbie z własnej połowy. Wszystko w tym ostatnim posiadaniu było pod kontrolą Lillarda. Znakomicie wykreował przestrzeń i wykorzystał fakt, że Suns mają słabą obronę zespołową i ogólne problemy z komunikacją. Lider zamknął dla drużyny mecz, który w gruncie rzeczy nie powinien Blazers sprawiać tylu kłopotów.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Dame w 39 minut zanotował na swoje konto 40 punktów (13/27 FG, 3/11 3PT, 11/15 FT), 10 zbiórek i 5 asyst. Miał problemy ze skutecznością za trzy, więc w ostatnim posiadaniu zamiast na rzut, postawił na wjazd. Blazers zapowiadali mocną końcówkę sezonu w swoim wykonaniu. Zespół ma ochotę sprawić na zachodzie niespodziankę, ale nikt nie stawia ich ponad drugą rundę. W tym momencie z bilansem 34-26 są na 4. miejscu w tabeli i mają niewielką stratę do San Antonio Spurs. Kilka wpadek zespołu Gregga Popovicha i Ostrogi mogą stracić przewagę parkietu w pierwszej rundzie play-offów.

Zobacz także: Wielki blok Ziona Williamsa
fot. Sports Illustrated
@mkajzerek
Michał Kajzerek