Stephen Curry dwoił się i troił, ale sam nie był w stanie zrobić różnicy wystarczającej do przebicia się przez cały talent, jakim Toronto Raptors rzucili w Golden State Warriors przy okazji meczu numer trzy wielkiego finału.

 

Przed rozpoczęciem spotkania sztab Warriors potwierdził, że Klay Thompson nie jest gotowy do gry. Zawodnik próbował przeforsować, by Steve Kerr wypuścił go na parkiet, ale postanowiono skupić się na tym, by Klay przygotował się na spotkanie numer cztery. To oznaczało, że ogromny ciężar ofensywnych obowiązków spadł na barki Stephena Curry’ego. Lider rotacji od pierwszych minut starał się ciągnąć swoją drużynę za kołnierz. Fizycznie wyglądał znacznie lepiej niż w starciu nr 2. Toronto Raptors udało się jednak wyjść na prowadzenie 17:7 i… tego już nie oddali, skutecznie przerywając każdą próbę pogoni rywala. Warriors co chwilę zbliżali się na 5/7 punktów, ale goście za każdym razem mieli odpowiedź – Fred VanVleet, Danny Green, Kyle Lowry, Kawhi Leonard.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W grze mistrzów zabrakło przede wszystkim skutecznej defensywy. W pierwszej i trzeciej kwarcie były momenty, w których gospodarze oddawali Raptors proste lay-upy. Rozdawali im prezenty, z których podopieczni Nicka Nurse’a chętnie korzystali. GSW poniekąd sami ułatwiali Raps zadanie powstrzymywania wszelkich runów, bo mieli w tym meczu bardzo duże problemy z regularną defensywą. Raptors wręcz przeciwnie. Skutecznie odcinali wszystkich nie nazywających się “Curry” i dyktowali warunki wygrywając 123:109. Zagrali w tym meczu mądrzej i mieli rzecz jasna więcej talentu. Steph skończył z 47 punktami (14/31 FG, 6/14 3PT, 13/14 FT), 8 zbiórkami, 7 asystami i 2 przechwytami. Dla Raps znakomicie zagrał Danny Green trafiając 6/10 za trzy. 30 oczek (9/17 FG, 2/6 3PT, 10/11 FT), 7 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty i 2 bloki Kawhiego Leonarda. 2-1 dla ekipy z Toronto i kolejny mecz także w Oracle Arena.

Zobacz także: Ogromne pieniądze dla Kidda
fot. Jose Carlos Fajardo/Bay Area News Group
Michał Kajzerek
@mkajzerek